Fnord…

176480_zachod_slonca_morze_slon_pies

…czyli jaki jest słoń każdy widzi… lub nie.

Buddyjska przypowieść mówi o mistrzu testującym swoich uczniów. Zawiązał każdemu z nich oczy, zaprowadził do słonia i powiedział:
– Tutaj stoi słoń, dotknijcie go powiedzcie mi jaki on jest!
Pierwszy podszedł do słoniowej nogi, nieśmiale ją dotknął, potem popukał palcem i nacisnął parę razy, by w końcu ją objąć. Wrócił i zamyślony usiadł. Drugi złapał za trąbę, przeciągnął parę razy dłonią w górę i w dół, a słoń , chyba szukając czegoś do zjedzenia, połaskotał go po rękach i szyi ucznia. Ten trochę przestraszony wrócił i również usiadł. Trzeci podniósł się i złapał za kieł. Pociągnął go mocno, popukał palcem nasłucując odgłosu, przeciagnął palcem po powierzchni i zbadał opuszkiem sam ostry koniec. I też usiadł.
Mistrz spytał ich po kolei jaki jest słoń:
– Jak drzewo – odpowiedział pierwszy – twardy, chropowaty i stabilny, jak pień starego drzewa.
– Jak wąż – odparł drugi – giętki, elsatyczny i wścibski.
– Jak ostrze – powiedział trzeci – gładki, perfekcyjny i ostry.
A jaki naprawdę jest słoń według ciebie?

Każdy widzi na swój wyjątkowy i niepowtarzalny sposób. Gorzej jeśli stojąc przed samym słoniem będzie jego istnieniu zaprzeczał, bo i jego dysonans poznawczy, i jego niezmienny, wyryty jak w granicie, światopogląd na to nie pozwoli.

Robert Shea i Robert Wilson w 1975 roku wydali Trylogię Illuminati. Ukuli tam ciekawy termin: fnord*. Odając głos autorom:
Fnord is evaporated herbal tea without the herbs.
Fnord is that funny feeling you get when you reach for the Snickers bar and come back holding a slurpee.
Fnord is the 43 1/3rd state, next to Wyoming.
Fnord is this really, really tall mountain.
Fnord is the reason boxes of condoms carry twelve instead of ten.

W praktyce fnord to słowo, na które widzacy je reaguje niepokojem i nieświadomym odwracaniem wzroku, to taki bezpiecznik powodujący, który odłącza mózg, gdy ten mógłby zobaczyć cokolwiek dziwnego naruszającego jego stabilną i bezpieczną pracę. Jeśli co któreś słowo w artykule jest fnord, czytalnik go nie przeczyta albo zrobi to niechętnie. Podobnie będzie z filmem albo inną formą przekazu.

A gdyby słonia pomalować we fnordy? Co powiedzieliby uczniowie, gdyby go zobaczyli. Co ty byś powiedział? Czy go w ogóle zobaczysz?

Dzisiaj słonia nie widzi prawie nikt, chyba że ten na niego nadepnie. Społeczeństwo nie kojarzy ze sobą faktów, nie rozumie słowa pisanego. Potrafi czytać, ale nie potrafi objąć umysłem treści, chyba, że w podsumowaniu jest elegancko napisane co ma myśleć.
Niech jako przykład posłuży temat islamskich imigrantów. Abstrahując od tego czy trzeba ich przyjmować czy nie, w ogromnym skrócie islam sprowadza rolę kobiet do maszyny do rodzenia dzieci, zajmowania się domem i usługiwania swojemu panu i władcy. Homoseksualizm jest grzechem i należy go tępić stalą i ogniem. Pytanie za 100 punktów – kto najbardziej gardłuje za przyjmowaniem przybyszy? Feministki i homoseksualiści, czyli ci których postulaty zostaną wykreślone w pierwszej kolejności, jeśli jakikolwiek elementy szariatu zostanie przez przybyszy wprowadzony.

Inny przykład z mniej politycznymi konotacjami. Najlepszą metodą na załagodzenie zdrady w związku jest całkowite zaprzeczenie. I to nie ma znaczenia jak bardzo dowody są oczywiste, bo kobieta tak bardzo chce wierzyć w to, że sprawa jej nie dotyczy, że sama zrobi wszystko, aby znalezć tysiąc powodów, że nic się nie wydarzyło. Nie testowałem osobiście nigdy, ale podobno działa wyśmienicie.

World Trade Center – płonące paliwo lotnicze roztapia szkielet budynku, ale w szczątkach znaleziono paszport pasażera. Dlaczego z tych paszportów nie robią promów kosmicznych? Byłyby niezniszczalne. Oprócz dwóch głownych budynków WTC zawala się WTC7 – pewnie z sympatii, bo żadnych strukturalnych zniszczeń nie ma.

Ostatnio – Las Vegas, bogaty 64 letni emerytowany księgowy bez przeszkolenia wojskowego zabija z broni maszynowej kilkadziesiąt osób i rani kilkaset. Milioner posiadający 2 samoloty nagle wpada na pomysł zgromadzenia kilkunastu sztuk broni i przeprowadzenia zamachu. Ja na jego miejscu bym wynajął kilku ruskich mafiozów albo innych gosci, którzy by mi zmontowali cos na kształt Suicide Squad. On natomiast tacha tonę żelastwa na 32 piętro hotelu i na koniec popełnia samobójstwo.

Kiedy dawno temu czytałem Trylogię Illuminati pomysł fnordów wydawał mi się całkowicie abstrakcyjny. Z dzisiejszej perspektywy brzmi bardzo obiecująco. Nie wiem, co prawda, jak medialni spin-doktorzy byli w stanie zaprogramować ludzkie mózgi tak, aby idea dwójmyślenia została doprowadzona do poziomu, przy którym George Orwell zawstydziłby się jak pensjonarka, ale ich wyniki są niewiarygodne.

Począwszy od rapera B.o.B zbierającego na kickstarterze na satelitę, zeby udwowodnić, że Ziemia jest płaska, poprzez wojujące feministki uznające, że obiektywna nauka oparta o logikę to zmowa opresyjnego patriarchatu dyskryminująca kobiety i mniejszości (bo przecież nauka jest subiektywna tak jak całe postrzeganie), do naszych lokalnych głosicieli teorii wypuszczania mgły i broni elektromagnetycznej, oni wszyscy widzą fnordy.

A ty? Czy widzisz słonia? A fnordy?

 

*nie myląc z fiordami, które jak wiadomo w Norwegii jedzą z ręki.

 

Advertisements

Blade Runner 2049…

blade3…czyli czy replikanci marzą o drewnianych konikach.

Denis Villeneuve stworzył arcydzieło będące godnym następcą Blade Runnera z lat osiemdziesiątych. Aktorzy, zdjęcia, klimat, muzyka, wszystko pasuje niczym idealnie dopasowane puzzle. Genialne splecenie elementów, z którego wyłania się obrazek będący dystopijnym koszmarem, światem, w którym najgorsze przepowiednie futurologów tworzą prawdziwie potworny obraz. Kompletna, całkowita dehumanizacja, miejsce, w którym najwięcej uczuć wykazuje holograficzna AI będąca spełnieniem mokrych snów nastolatka.

Majstersztyk noir cyberpunk, ale o dziwo technologia nie gra pierwszych skrzypiec, jest jedynie dyskretnym tłem. W pamięci zostaje obraz świata, który rezonuje na poziomie psychicznym wywołując depresje. Ludzie bez emocji, wypełniających pustkę alkoholem i konstruktami oferującymi już nie tylko seks, ale i miłość. Uwielbiam filmy, gdzie ostrość przekazu nie zostaje stępiona na ołtarzu politycznej poprawności i Blade Runner właśnie taki jest.

Świat w którym CEO megacorpa gra rolę boga, a jedyne czego jeszcze nie potrafi, to zapanować nad nieograniczoną kreacją istot z przyczyn wyłącznie technicznych, bo elementy etyki lub prawa zarezerwowane dla zwykłych śmiertelników już go nie dotyczą. Na drugim biegunie dzieci „przydatne komuś”, bo świetnie rozkładają na części śmieci elektroniczne, czy prostytutka już nawet nie oferująca usługi, ale będąca dodatkiem do holograficznego konstruktu. Cienkie pęknięcie pomiędzy człowiekiem, replikantem i AI praktycznie nie istnieje, w stosunku do przepaści między tym co ma wszystko i tymi co nie mają nic. Całkowita i totalna dehumanizacja, pustka i wyobcowanie bijąca po oczach z każdej sceny, wsparta przez praktycznie zerową wartość życia.

Pomimo jego znikomej wartości najważniejszy jest człowiek lub raczej pytanie co go definiuje: wspomnienia, uczucia, umysł czy racjonalność? Co jest prawdą a co wszczepionymi fałszywymi obrazami z przeszłości, a przecież to „ludzkie wspomnienia dają bardziej ludzkie zachowania” jak mówi jedna z bohaterek. Na czym polega człowieczeństwo skoro nasz algorytm zamiast z zer i jedynek składa się 4 liter: A, C, G i T (4 nukleotydów kodujących DNA). Transhumanizm jest tuż za rogiem, biohakerzy już dziś wszczepiają sobie elektroniczne elementy, może za parę lat człowiek będzie kombinacją 4 liter i 2 cyfr? I czy nadal będzie to człowiek? U Villeneuve motto Tyrell Corporation „more human than human” sprawdza się w 100%, nie dlatego, że replikanci i AI stałi się bardzo ludzcy, ale dlatego, że w tym świecie poprzeczka humanizmu została sprowadzona do wyjątkowo niskiego poziomu.

Największa wartość Blade Runnera to jednak nie epickie panoramy LA w 2049 roku, nie minimalistyczne sceny ze spinnerem w tle, nawet nie genialni aktorzy i nieprzewidywalna fabuła, ale stan w którym wychodzisz z kina i zastanawiasz się co definiuje ciebie jako człowieka i dlaczego świat idzie w kierunku takim, jaki chwile wcześniej widziałeś na srebrnym ekranie. Do 2019, czyli akcji pierwszego Blade Runnera zostało jeszcze 2 lata i LA nadal nie przypomina ciemnej i deszczowej metropolii z obrazu z roku 1982. Ale czy do 2049 ludzie zdążą wytworzyć hałdy śmieci przykrywające krajobraz, czy zatrują świat wystarczająco mocno, że za cenę kawałka drewna będzie można polecieć w kosmos? Czy tak mamy wszyscy skończyć? Oby nie, choć pewnie dla niektórych rola CEO, choćby nadal tylko aspirującego do boskości, może być bardzo kusząca.

Wielki sukces festiwalowiczów Open’era

Open'er 2017 festiwalowe stylizacje, nawet w taką pogodę wyglądacie stylowo

Właśnie zakończył się Open’er w Gdyni, którego motywem przewodnim było dla mnie pytanie: „Ile surowych jajek musi codziennie łykać Dave Grohl, żeby tak drzeć ryja i nie stracić głosu po 15 minutach”. Z lektury opiniotwórczych portali wywnioskowałem, że się nie znam, bo właściwe pytania dotyczyły strefy gastro oraz mody. Przegapiłem również festiwalowego barbera…

Okazało się również, że the Weeknd, który ma kilkanaście identycznych piosenek na koncie i głos idealnie wpasowujący się w autotune ma ponad miliard odsłon na youtube. Co prawda do Gangham Style nadal mu trochę brakuje, ale idzie w dobrym kierunku, a większość przebojów, które normalnie oczekiwałbym na festiwalu, czyli z dziedziny pop-rocka, odstawia w cuglach. Oczywiście dywagacje te są kompletnie pozbawione sensu, bo na festiwalu muzycznym słowo muzyczny jest dodane tylko po to, żeby rodzice nie dopytywali się po co ich pociechy się na takowy wybierają. Wiadomo, że chodzi o seks, drugs and rock’n’roll, err…. tzn. o lans, selfiki i fejm….

Dzisiejszy festiwalowicz nie ma lekko. Nie wystarczy już zwykły kupiony na bazarze selfie stick. Aby zadać szyku trzeba mieć co najmniej z 2-3m, którym należy wymachiwać co najmniej tak jak husaria pod Wiedniem. Pewnie pomógłby dron, ale w tłumie łatwo stracić kontroler, a do tego baterie pozwalają tylko na niewielki czas lansu… Dodatkowo nie wypada pokazywać się z telefonem mniejszym niż kilkucalowy i posiadającym więcej niż jeden przycisk, bo można zostać uznanym za intelektualistę potrafiącego obsługiwać aż trzy albo więcej guzików. Organizatorzy zakładają również, że festiwal należy oglądać na telefonie, bo informacje o zmianie godzin pokazują na facebooku, a nie np. ze sceny…

Najważniejszym line-upem fesiwalu dziś nie jest już lista zespołów, ale food – trucków, w końcu co lepszego w oczekiwaniu na barbera może nas na festiwalu muzycznym spotkać jeśli nie soczysty wegeburger, ramen czy pierożki z ciecierzycy. O czym ciekawszym możemy porozmawiać, jeśli nie o przepysznym sojaburgerze, pikantnej salsie albo kruchości i uwodzicielskim dymnym posmaku? Gusta muzyczne mogą poróżnić, bo nie każdemu może podobać się czerwony dres wokalistki albo brak hitów Radiohead, a zjeść lubi każdy.

Moda to też temat rzeka, bo zrobienie selfika w niewłaściwym entourage’u może skutkować brakiem lajków i poprzez to społecznym ostracyzmem. Założenie niewłaściwych kaloszy lub brak wianka automatycznie dyskwalifikują. Na szczęście poradniki w Internecie już przed festiwalem dały znać co i jak należy dobierać, i dzięki temu tłum prawie identycznie wyglądających ludzi czuł się świetnie, wyglądał modnie i dziś na Instagramie obciachu nie ma. Równie świetnie spełniły swoją rolę poradniki makijażu w namiocie. Od wymalowanych nastolatek, których farb wojennych nie zmógł nawet sączący się deszcz, mógłby uczyć się niejeden MUA z top model.

Kiedyś na zepsutym zachodzie na Woodstock dzieci kwiaty po prostu się bawiły i na festiwalu słuchało się po prostu muzyki. Cóż to był za upadek. A gdzie moda, a gdzie gastro? Półnadzy ludzie, kobiety pokazujące nagie zgrabne piersi – body – shaming na każdym kroku, czy oni sobie w ogóle wyobrażali jak musiały się wtedy czuć osoby „plus size”? Całkowity brak wrażliwości społecznej. I ten prymitywny brak zainteresowania gastronomią, cóż za ordynarne podejście do poezji smaku, rozpływającej się w ustach przydymionej w opalanym drewnem szamotowym piecu typu neapolitańskiego wołowiny albo hamburskimi fischbrötchen. Całkowity upadek obyczajów. Na szczęście dzisiaj nikt nie musi prymitywnie słuchać muzyki i oddawać się cielesnym uniesieniom, bo ma dostępne o wiele więcej ciekawszych zajęć!

Podsumowując, Open’er 2017 pokazał po raz kolejny, że dzisiejsza młodzież potrafi odejść od prymitywnego zajmowania się muzyką do bardziej wysublimowanych zajęć jak delektowanie się gastro z foodtrucków, świetnie wyczuwa i reaguje trendy projektantów, co roku zmieniając garderobę oraz potrafi wykonać perfekcyjny makijaż w ciężkich warunkach polowych. Jesteście wielcy!

I nie dajcie sobie wmówić malkontentom, że za dużo siedzicie w telefonach, za dużo fotek pakujecie na insta albo, że nie interesujecie się muzą. Great success!!!

Gdy księgowi zastępują wizjonerów – demony …. umierają z nudy.

Image result for boring accountant

 

Wybrałem się ostatnio na Festiwal Filmów Kultowych w Gdańsku. Obejrzałem parę filmów klasy B, C albo i D. Tworów bez fabuły, beznadziejnie nakręconych z cudacznymi efektami, często nie do zniesienia na trzeźwo. A jednak kultowych. Nakręconych 30, 40 albo i 50 lat temu. Oglądanych do dziś. Zastanawiałem się co będą oglądać widzowie za kolejne 20 lat i co uznają za kultowe. Kung Fury, Iron Sky, Inglorious Basterds? Czy może jednak ogromne hollywoodzkie produkcje, bez fabuły, bez klasy i stylu, ale z niezłymi efektami?

Dzisiaj decyzje o tym, czy coś zaistnieje podejmują głownie księgowi. Wspomagają się marketingowcami, ustalają rynek docelowy, wrzucają wszystko do excela, ten liczy słupki i na koniec BINGO! Kasa się zgadza – będzie film! Moment…. jeszcze nie. Teraz siadają nad scenariuszem komisarze ds. politycznej poprawności, sprawdzają czy wśród aktorów występuje wystarczająca liczna kobiet, homoseksualistów i mniejszości. Analizują czy nie tryska za dużo krwi, bo PEGI-13 ma swoje wymagania (a wg marketingowców tacy kupują najwięcej figurek), czy nie widać czasem kobiecych sutków, bo to zgroza, czy nikt nie mówi grubas, bo body shaming, czarnuch, bo rasizm i czy Mahomet nie jest obrażany, bo islamofobia…. I powstaje gniot, bo myśl pasjonata i wizjonera została wielokrotnie odsączona i odwirowana z jakiejkolwiek oryginalności i kultowości. Zostaje produkt podobny do tysiąca innych, superbohaterowie mają tylko inne moce albo zamiast prawników mamy detektywów. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda.

Kilkadziesiąt lat temu nikt nie przejmował się, czy jakiś grubas popłacze się gdy w filmie usłyszy „Zabieraj stąd tłustą dupę” albo Afroamerykanin poczuje się urażony, bo „Skopanej czarnej dupy, nie ma już co palic, bo i tak jest czarna”. Gołe cycki nie raziły nikogo, nikt nie ustalał parytetów, a Ripley, Sarah Connor i wiele innych kobiet rozwalały obcych czy roboty lepiej niż ich koledzy. Dzisiejszy paradoks: wypruwanie flaków na ekranie gorszy mniej niż gołe ciała i sceny seksu…. Kiedy wychodzi gniot w postaci nowych Ghostbusters okazuje się, że winnym jest nie słaby film, tylko męska szowinistyczna patriarchalna opresja kobiet. Rozumiem reżysera, bo on jakoś przed producentem musi się wytłumaczyć ze zmarnowanej kasy i źle wykonanej roboty, ale opinia publiczna też?

Podobny schemat to domena dzisiejszej branży motocyklowej. Kiedyś inżynierowie prześcigali się w pomysłach kto uzyska coraz bardziej absurdalną prędkość i przyspieszenie a zawieszenie czy hamulce – kto by się takimi drobiazgami przejmował. Powstawały motocykle jak Vincent Black Shadow czy Suzuki TL-1000 „the widowmaker”. Przekręcenie manetki skutkowało wystrzeleniem do stratosfery a w pakiecie powrotnym na ziemie pomagały średnio sprawne hamulce i kiepskie zawieszenie. A jednak do dziś nie straciły statusu kultowości, mimo, lub raczej dzięki swojemu irracjonalnemu charakterowi. Dzisiaj silniki są dławione przez coraz bardziej absurdalne normy EURO, koszty są przeliczane przez księgowych, wszystko musi być ułożone, ciche i bezpieczne. Dzisiaj Harley nazywany jest motocyklem dentystów. Z rzadka powstaje coś jak MTT Y2K czyli motocykl z silnikiem odrzutowca i mocą 320KM albo bardziej ułożone Kawasaki H2R z turbiną jak w helikopterze, 310KM mocy i ponad 1.5KM/kg wagi. Gdzie się podziali szaleńcy, którzy chcieli zrobić coś tylko dlatego, że wierzyli, że się uda i warto spróbować dla samej radości próbowania?

Świat staje się bezpieczny, nudny, poprawny politycznie i coraz mniej kultowy. Jeśli gdzieś jest szaleniec, którzy chce zrobić coś szalonego to niech się weźmie do roboty, bo inaczej niedługo wszyscy pomrzemy z nudów….

PS Jeśli znacie jakiś film kultowy z najnowszych czasów dajcie znać – może mój pesymizm jest nieuzasadniony.

Życie na trzeźwo jest nie do wytrzymania

drunk_Ernest_small

Nie tylko Ernest Hemingway, ale i wielu innych ludzi stwierdzało, że świat postrzegany na trzeźwo jest niemożliwy do zniesienia. Podobnie, sporo pisarzy twierdzi, że alkohol nie rozwiązuje problemów, ale mleko też nie….

Trik polega na tym, żeby dawkować ogłupianie neo-cortexu, czyli częsci mózgu odpowiedzialnej za rozsądek i logikę w taki sposób, żeby następnego dnia dała się podnieść jak komputer po twardym resecie. Dawkowanie różnorodnych substancji od stymulantów jak alkohol, kokaina i metaamfetamina po spowalniacze jak opioidy, marihuana a skończywszy na heroinie to ryzykowna zabawa, po której organizm wystawia rachunek na uzależnienie, zniszczoną wątrobę i nerki…

Niezależnie od skutków ubocznych pokolenia próbują, piją, wciągają, palą, wdychają i wstrzykują własnie dlatego, że nie są w stanie wytrzymać przeciętności świata. Tylko gadzi mózg z taktyką atakuj lub uciekaj, sprowadzający się do analizy, czy to co widzisz chce cię zjeść, albo czy ty to możesz zjeśc lub ostatecznie przelecieć, wytrzymuje natłok codziennych informacji, bo po prostu ich nie rozumie. Neo-cortex, z całym swoim bogactwem interpretacji logiki i inteligencji zostaje złapany w pułapkę manipulacji, po czym uderza kortyzolem w cały układ nerwowy. A o ile prościej jest go wyłączyć, i to tym skuteczniej im wyższe jest twoje IQ? Ignorance is bliss. Tylko idioci nie mający skrupułów czują się dobrze w każdej sytuacji, a ludzie mądrzy mają wątpliwości.

Taki świat stworzyliśmy. Świat, w którym postrzeganie pełne ostrości przeszywa bólem, a stępiony odbiór otumanionego mózgu zastępuje kortyzol przyjemnym otępieniem, które do niczego nie prowadzi (poza kacem dnia następnego), ale pozwala utrzymać jako taki zdrowy rozsądek w świecie idiotów dumnych z bycia idiotą.

A polityczna poprawnośc tocząca rakiem szczególnie liberalne zachodnie społeczeństwa nie pozwala powiedzieć idiocie, że jest głupi…

Battle of Sexes, czyli która płeć ma lepiej.

aaef1d_bec1d316b5e64c118491efd58e71a3fc~mv2
Angielskie słowo sex (po polsku płeć) kojarzy mi się zawsze z sucharem o wypełnianiu kwestionariusza:
– Sex? (kobieta/mężczyzna)
– Nadal lubię, kilka razy w tygodniu.
Żarty na bok. Według feministek oraz według studentów gender studies, czyli tzw. studiów o płci za całe zło świata odpowiada opresyjny patriarchalny system, przez który kobiety mają gorzej, są uciśnione, prześladowane, zarabiają mniej, etc. Wieść niesie, że większość kobiet wolałaby być mężczyzną, a mało który facet zostać płcią piękną. Pierwsze strony gazet pokazują jednak przypadki całkowicie przeciwne jak miła dla oka Dana International lub mniej udany casus sióstr Wachowskich bądź Anny Grodzkiej.
Oczywiście piszę tutaj o cywilizowanym świecie, a nie krajach arabskich lub Azji, gdzie pozycja kobiety plasuje się gdzieś pomiędzy psem a wielbłądem.

Zakładając nawet, że płaczący po wygranej Trumpa Amerykanie o zajęczych sercach mają rację i płeć to konstrukt społeczny, to i tak Matka Natura dzięki anatomii i biologii jest nieubłagana i ustala zasady, których ani pochody, ani protesty, ani ogólnoświatowe referendum nie są w stanie zmienić:
⦁    Płodność. Kobieta może rodzić dzieci, a mężczyzna nie. Kropka. Pierwszy facet, który urodzi dziecko ma dostać milion dolarów i mimo ludzkiej pazerności do tej pory nikt się nie zgłosił.
Pani zainteresowana posiadaniem potomka ma sporo opcji. Może poszukać partnera na całe życie, czyli męża. Jeśli stabilny związek ją odstręcza, a trudny los samotnej matki widzi jako ciekawy ma dwie możliwości. Pierwsza – tradycyjne rozwiązanie – jak w Big Lebowskim. Czeka do owulacji, udaje się na pierwszą lepszą dyskotekę, zgarnia do domu mniej lub bardziej pijanego gentlemena, rano odsyła go taksówką do domu i 9 miesięcy później cieszy się pociechą. Druga – na miarę XXI wieku, Tindera i Amazona –  zamawia sobie w Internecie nasienie dawcy zgodnie z katalogowymi wymaganiami wzrost, wiek, kolor oczu, wykształcenie, pochodzenie i co tylko dusza zapragnie.
Mężczyzna w podobnej sytuacji może w najlepszym wypadku skorzystać z sugestii z Bruna, czyli przywieźć potomka z Afryki albo Azji. Prawa do adopcji dla gejów – wiadomo jak jest – każdy widział płonące samochody i protesty w TV.
⦁    Płodność II. Kobieta może mieć dzieci do menopauzy, a mężczyzna całe życie. Zegar biologiczny tyka dla płci pięknej niczym detonator bomby z przysłowiowym czerwonym i niebieskim kabelkiem, z tym, że w przypadku zdolności do rodzenia potomstwa oba kable są złe. Pierwszy dzwonek to 35 rok życia, drugi – 40. Medycyna pozwala przedłużać ten czas, ale aby dorównać możliwościom najstarszego, ponad 90letniego ojca brakuje sporo.
⦁    Ciąża i jej koszt. Kobieta ponosi cały biologiczny koszt urodzenia dziecka plus ewentualnie karmienia go piersią. Wkład dosłownie i w przenośni mężczyzny w powstanie człowieka to od kilku do kilkunastu minut wysiłku podczas poczęcia. Płeć piękna tyje ze dwadzieścia kg, nosi w brzuchu słodki ciężar, męczy się do kilkunastu godzin podczas porodu, nacina się jej krocze bądź brzuch, a potem od karmienia piersi tracą jędrność.
⦁    Dzieci. Ilość dzieci, które może mieć kobieta jest ograniczona, rekordzistka żyjąca w XVIII wieku Valentina Vassylieva powiła 16 par bliźniąt, 7 razy trojaczki i 4 razy czworaczki, w sumie 69 dzieci w latach 1725-1765. Sułtan Maroka, żyjący w XVIII wieku, Mulaj Ismail, spłodził 525 synów i 342 córki, ponad 10 razy tyle dzieci co Valentina.
⦁    Dzieci II. Około 10% mężczyzn wychowuje nie swoje dzieci, nie będąc tego świadomym. Kobiecie grozi to tylko w przypadku niesamowicie roztrzepanej położnej.
⦁    Długość życia. Kobiety żyją dłużej. Za wyższy poziom testosteronu, skłonność do ryzyka, agresję i brak andropauzy przypominającej menopauzę trzeba zapłacić. Najczęściej jest to kilka lat różnicy. Mężczyźni próbują samobójstwa kilka razy częściej niż kobiety i do tego są bardziej skuteczni.
⦁    Kobiety są słabsze fizycznie i narażone na gwałty. Uczuć kobiety idącej pod wieczór pustym garażem lub uliczką, gdzie ktoś zbił lampy nie zrozumie żaden mężczyzna. Atawistyczny strach w takich momentach będzie pełzał gdzieś z tyłu głowy nawet u pewnych siebie mistrzyń sztuk walki, znikając dopiero u zaprawionych w bojach marines jak GJ Jane.

Matka Natura uzbroiła nas w wymienione wyżej specyficzne cechy i wynikają z nich pewne konsekwencje bazujące na latach ewolucji biologicznej i społecznej.
Szczyt atrakcyjności, czyli wiek kiedy człowiek jest w czasie swojego życia najbardziej atrakcyjny dla płci przeciwnej wypada dla kobiet w czasie studiów, a dla mężczyzn krótko po 30tce. Statystycznie, bo oczywiście 20letnia Zuzia mogła nosić aparat na zęby i ważyć sporo powyżej setki a 10 lat później zostać miss korporacji. Zenek na maturze mógł być modelem, a dekadę i cysternę wódki później wrakiem człowieka. Poniżej wykresy w wersji bardziej naukowej (po lewej) i ekstrakt z okcupid (po prawej).wiekokcupid

Czas dla płci pięknej jest bardzo niełaskawy. Szowiniści piszą, że po 25 roku życia wiek dla kobiety liczy się jak dla psa – czyli 4 lata za jedno. Bardziej empatyczni pytają swoje koleżanki o to kiedy się ustatkują, bo lata lecą a dzieci kiedyś wypada urodzić. Znasz na pewno koleżanki, które z coraz większą zgrozą wpatrują się w lustro a lista ich kosmetyków zaczyna przybierać kolosalne rozmiary. Po 40stce dochodzą do wniosku, że mężczyzna im niepotrzebny, bo kot, fotel i kawa ze Starbunia dają radę. Czasem zanim do tego dojdzie biorą pierwszego lepszego Janusza, który tylko je zechce, po czym ich rola sprowadza się do gotowania i opieki nad dziećmi i ogniskiem domowym.
Występuje również pewna ilość kobiet, które decyzje o wyborze partnera podejmują we właściwym momencie, nie czekając w nieskończoność na księcia na białym koniu bądź nadstawiając tyłka olewającym je badboyom. Czasem niestety i te spotyka zawód kiedy mąż zostawia je dla młodszej sekretarki przypilony kryzysem wieku średniego i widokiem cały czas tej samej, ale jednak coraz starszej, twarzy nad ranem.

To facet ma się starać i być aktywny. I jest lub przynajmniej był, do czasu kiedy obwieszczony przez prof. Zimbardo kryzys męskości uderzył metro- i drwaloseksualnymi hipsterami w rurkach. Obecnie dziewczyny nadal czekają na książąt z bajki, a chłopcy szukają na youtube jaki makijaż by im pasował. Tradycyjnie jednak to facet ma zrobić pierwszy ruch.
Pamiętam niezliczone ilości odrzuceń, niespełnionych miłości i innych dramatów licealisty. Jako chłopak to ja musiałem zebrać się na odwagę, podejść i zagadać. To facet musi zainicjować kontakt na ulicy, w klubie, czy w przysłowiowej bibliotece.
Rolą płci pięknej jest ładnie wyglądać. Piękna kobieta w zasadzie nie musi robić nic. Wygrana na genetycznej loterii pozwala na przebieranie w adoratorach jak ulęgałkach, pozwala zasiedlić friend-zone dziesiątkami kolegów liczących na coś więcej niż uśmiech i miłe słowo, ale którzy pozostają dawcami czasu, zasobów i adoracji na zawsze. Czasem udaje im się awans na tymczasowy backup dopóki nie znajdzie się ktoś inny.
Uroda jednak nie trwa wiecznie i liczba adoratorów zaczyna maleć, młodzi i przystojni zaczynają się wykruszać zastępowani przez coraz liczniejsze grono panów po przejściach, z brzuchami, ale za to bez włosów na głowie. I zaczyna się płacz i wzdychanie jak to mężczyźni mają lepiej.
Aktywność, praca nad sobą i budowanie statusu zaczyna się mężczyźnie zwracać z czasem, bo dla kobiety dużo bardziej istotny niż wygląd liczy się pozycja partnera oraz jego zasoby, zapewniające tzw. bezpieczeństwo i to jak ciekawe oraz bogate życie może jej zapewnić. Ewolucyjnie to on ma być ostoją dla dzieci i matki płynącej po burzliwych falach kobiecych emocji.
George Clooney, Bruce Willis, Richard Gere mogą nadal być obiektami westchnień. Naomi Campbell, Nicole Kidman i Cindy Crawford określane są jako “dobrze wyglądające w swoim wieku”.

Poprzeczka akceptacji społecznej dla ambicji kobiet jest zwieszona o wiele niżej. Nie znam nikogo, kto by się chełpił pozycją męża pani prawnik, doktor albo dyrektor. Z paniami doktorowymi, prawnikowymi lub architektowymi pewnie się zetknąłeś. Również to, że kobieta realizuje się jako Matka Polka będzie gloryfikowane przez wszystkie ciotki a jeśli mąż bogaty to i przez koleżanki.
Wyobraź sobie mężczyznę, którego ambicja sprowadza się do wychowywania dzieci… Jeśli w ogóle uda mu się partnerkę znaleźć, to nadal wśród kolegów będzie obiektem żartów i kpin, a żona zdradzi go z pierwszym lepszym instruktorem fitnessu lub w przypadku niższego libido będzie go traktować jako wykwalifikowaną pomoc domową. Skandynawia i inne kraje Europy Zachodniej próbują tego typu równouprawnienie promować, ale kończy się to wzmiankowanym wcześniej kryzysem męskości, bądź wzdychaniem do prawdziwych mężczyzn na babskich wieczorach.

Statystycznie kobiety zarabiają mniej. Tak samo jak osoby niższe i brzydsze. Dla odmiany przystojni zawodnicy footballu amerykańskiego też zarabiają więcej, mimo że wpływu urody na przyłożenia nie uda się udowodnić nawet najbardziej uzdolnionym statystykom. Dyskusja na temat różnic w zarobkach przypomina przekonywanie zwolenników płaskiej Ziemi o jej kulistości. Z wiarą walczyć się po prostu nie da.
Tymczasem poziom zarobków weryfikuje rynek. Nie znam żadnego biznesmena, który zapłaci mężczyźnie więcej niż musi, bądź nie zatrudni kobiety wykonującej identycznie pracę a chcącej zarobić mniej. Business is business. Natomiast każdy zatrudniający weźmie pod uwagę to jak bardzo poświęci się dana osoba swojej pracy, jak chętnie będzie zostawać po godzinach, czy będzie się opiekować dziećmi kiedy zachorują, jak dobrze negocjuje kontrakt podczas zatrudniania i jak bardzo agresywnie opisuje swoje sukcesy. Która płeć posiada więcej a która mniej powyższych cech – wiesz dobrze.
Dopóki praca i sukces dla większości społeczeństwa to religia, a wspinanie się po szczeblach kariery to jedyny cel życia promujący brutalne cechy psychopatów, kobiety ze swoimi stereotypowymi cechami będą zarabiać mniej. Ani parytety, ani manifestacje, ani gównoburze w Internecie tego nie zmienią.

Na koniec o modzie. Tutaj kobiety mają większy wybór. Projektanci, pokazy, dostępne opcje mnożą się w nieskończoność. Aspirujący do tytułu modowego blogera wielbiciele różowych rurek muszą nagimnastykować się bardziej. I o ile kobieta w spodniach i męskiej koszuli wygląda apetycznie jak np. kiedyś Madonna, to facet w spódnicy (nie kilcie) i pończochach (co próbowali promować projektanci) będzie traktowany jak totalny dziwak, np. Elton John i zdobędzie poklask tylko u innych chłopców.
Dla różnych zestaw cech męskich lub kobiecych będzie błogosławieństwem lub przekleństwem. John Lenon śpiewał, że kobieta jest Murzynem świata, ale to one są uwielbiane, podziwiane i tytułowane Miss Uniwersum.
Pytanie czy lepiej być kobietą czy mężczyzną przypomina to czy lepszy jest czerwony czy niebieski kolor lub święta Wielkanocy czy Bożego Narodzenia. Jesteśmy po prostu różni i najbardziej lewicowi lewicowcy uważający że wszyscy są tacy sami tego nie zmienią. A trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie….

Czarny Piątek, czyli Amerykanie też potrafią

karp

Płynący mlekiem i miodem kraj nad Wisłą stawia poprzeczkę bardzo wysoko w dziedzinie absurdów. Zwłaszcza ostatnio poziom irracjonalności sięga tak wysoko, że aszdziennik przestał być najlepszym źródłem zmyślonych newsów – państwowe media maja konkurencyjny poziom. Polonia w USA musiała bardzo skutecznie za pomocą filmów o forfiterze promować polskiego ducha, bo zainspirowani porządkami politycznymi nad Bałtykiem, Amerykanie wybrali sobie równie kontrowersyjnego prezydenta. Donald Trump pokazał już, ze jest geniuszem ściemy, bo z większości obietnic się już wycofał, część zmienił i zatrudnił ludzi bardzo poprzednich do poprzedniej ekipy. Ot taki Kukiz zza Wielkiej Wody.

Następcą fortitera i Joanną d’Arc na miarę naszych czasów została chytra baba z Radomia. Gorzowska Bitwa o Karpia w Lidlu pokazała, że duch w narodzie nie umarł i Polak potrafi być bitny, zwłaszcza, jeśli chodzi o świąteczna tradycję. Jankesi pozazdrościli nam woli walki, po czym zorganizowali na Czarny Piątek igrzyska. Zaraz po Dniu Dziękczynienia, kiedy wzmocnieni indykiem mają siłę (jak mówi hardkorowy koksu), zebrali się pod supermarketami, by zagrać rolę współczesnego gladiatora w wyścigu o telewizory LCD. Oprócz odbiorników, do wygrania były artykuły AGD, ubrania oraz – moje ulubione trofeum – PAPIER TOALETOWY! Prawdziwa walka, potratowani ludzie, pojedynki na pięści, połamane kończyny. To jest klasa i duch walki, a nie okładanie się laskami i karpiami emerytów. Od razu widać, kto wymyślił Destruction Derby, a nie jakąś bezpłciową piłkę nożną, golfa i tenis.

Intensywność modłów do religii, jaką została ostatnio konsumpcja cały czas wzrasta. O ile papier toaletowy to dobro pierwszej potrzeby, to walka o depilator świadczy o prawdziwej determinacji. Z drugiej strony paczka papieru kosztuje tyle, co piwo, nawet bezrobotnego Amerykanina na nią stać. W Polsce nawet w czasach, kiedy magiczną rolkę reglamentowaną po 4 sztuki na członka rodziny trzeba było odstać w kilkugodzinnej kolejce, nie dochodziło do takich emocji i szarpanin. Biedny, komunistyczny kraj najwyraźniej nie wykazywał się takim cywilizacyjnym poziomem jest rozwinięty Zachód, a zwłaszcza Ameryka.

Świat nie przestaje mnie zaskakiwać, ale może po hipsterach czekających na buty Kenyego Westa trzy dni, nie powinienem się już niczemu dziwić…

Gdzie te chłopy?

gal_6_1241020472

W 1975 Danuta Rinn śpiewała “Gdzie ci mężczyźni?” Najwyraźniej nie uzyskała odpowiedzi, bo dzisiaj prof. Zimbardo zadaje to same pytanie. W poszukiwanie prawdziwego mężczyzny udają się kobiety wszędzie, gdzie tylko mogą postawić swoje delikatne stopy – idąc na politechnikę, pod koszarami, szukając habibi na seks-wakacjach w Egipcie i w wielu mniej lub bardziej zagadkowych miejscach.

Prof. Zimbardo i inne mądre głowy załamują ręce nad końcem męskości. Wtórują im ambitne, piękne, inteligentne, wykształcone (wszystko wg nich i ich koleżanek) i niestety samotne białogłowy. Panuje opinia, że przedstawiciele płci brzydszej nie potrafią albo nie chcą stać się prawdziwymi mężczyznami.

Wieść gminna niesie, że do szczęścia facet potrzebuje seksu i jedzenia. Dodałbym do tego jeszcze możliwość realizowania się w jakiejś pasji, hobby lub grupie oraz pewien status i podziw otoczenia. Plus zawsze, kiedy jest to możliwe święty spokój. Tyle, tylko tyle czy aż tyle?

Kim jest prawdziwy mężczyzna? Tego w zasadzie nie wie nikt. Zapytana wyrocznia delficka nabrała wody w usta, amerykańscy naukowcy rozbiegli się w popłochu, Google AI wpadło w cyfrową katatonię, tylko wróżbita Maciej orzekł, że Mars jest w ascendencie i żeby się nie martwić. Oczekiwania płci pięknej są równie niejasne, obejmują około setki całkowicie sprzecznych ze sobą cech, jak seksualna dominacja, jak i noszenie różowych rurek i depilowanie klaty, zarabianie sporych pieniędzy, ale bycie w domu i poświęcanie czasu żonie i dziecku, bycie spontanicznym i jednocześnie przewidywalnym oraz przede wszystkim czytanie w myślach …. Nie ma się co dziwić, że Greccy filozofowie preferowali chłopców….

Załóżmy jednak, że chłopcy w obszarze zainteresowań danego mężczyzny nie są. Chciałby prowadzić miłe i przyjemne życie z białogłową mając na celu wzmiankowane wyżej cele życiowe (seks, jedzenie, etc.)

 

Jedzenie

Kobiet, które dobrze gotują jest obecnie coraz mniej. Nasze babki potrafiły gotować, piec, szyć, wyleczyć podstawowe przypadłości wódką z pieprzem, miodem z cebulą i babką lekarską. Dzisiaj, jeśli nastolatka potrafi ugotować herbatę i jej nie przypalić – jest kulinarnym geniuszem, jeśli potrafi zrobić jajecznicę – należą jej się 3 gwiazdki Michelin. Kandydat na prawdziwego mężczyznę może zakupić miesięczny abonament w Kebab Kingu albo Atelier Amaro w zależności od wysublimowania podniebienia i zasobności portfela, nawet z dostawa do domu. Albo może poszukać z dociekliwością godna Sherlocka Holmesa kobiety, która poza kolorem włosów odziedziczyła po babce smykałkę do kulinarnych batalii. I dla niej zechce być Don Juanem na wieki.

 

Seks

Zgłębiając literaturę i kinematografie nie sposób przeoczyć bardzo trendu seksualizacji kobiet. Gospodynie domowe z wypiekami na twarzy czytają Greya a potem biegną do seksshopów, wielbicielki Seksu w Wielkim Mieście nie wstydzą się i jęków i orgazmów i wiedzą, że seksowna bielizna to nie znoszona pidżama. Mężczyzna nie musi już kupować browaru, żeby się napić piwa. Wyzwolone kobiety dają sobie prawo do orgazmu przed ślubem, a przyjaciel zasilany dwoma paluszkami nie zawsze da tyle co facet. Dostęp do seksu dla płci brzydkiej jest praktycznie nieograniczony. Wystarczy założyć czyste majtki i umyć zęby, choćby te kilka, które pozostały. Jeśli to dla niego zbyt wielkie wyzwanie – zawsze pozostają przepastne otchłanie Internetu ze sztandarowymi redtube i youporn. Żadnych obrączek, wybierania sukni, odwiedzin u rodziców, obowiązków małżeńskich. HIV już nie zabija, antybiotyki leczą inne francuskie przypadłości.

Rola zakochanego i wiernego rycerza w lśniącej zbroi zabijającego smoka dla ręki królewny pozostaje dla wyjątkowych romantyków.

 

Hobby i pasje

Wśród motocyklistów, wędkarzy, graczy RPG, prepersów, miłośników paintballa albo malowania figurek do bitewniaków oraz innych dziwaków ilość płci pięknej drastycznie odbiega od statystycznych 50%. Tutaj parytety są zachwiane o wiele bardziej niż w polityce i zarządach korporacji. Każda kobieta, która dzieli tego typu hobby jest wielbiona, rozchwytywana i traktowana przez zdobywcę jak skarb cenniejszy niż pierwszy komiks o supermanie. Typowa kobieta to osoba o wiele bardziej rozsądna niż facet i interesuje się poważnymi problemami jak dzieci, moda, ostatecznie promocje i seriale telewizyjne. Morza łez wylali mężczyźni postawieni przed wyborem motocykla albo żony lub figurek albo żony. Najczęściej łez wzruszenia tych, którzy wybrali swoje zabawki zamiast piękniejszych połówek.

Kobiety obcinają mężczyznom jaja, a potem dziwią się, że mają w domu kanapowe warzywo, bez energii, bez radości i bez blasku w oku. Wygrywają, ale to Pyrrusowe zwycięstwo daje im tylko chwilową radość.

Dzisiaj sporo młodych mężczyzn nawet nie próbuje szukać kobiet tylko pozostaje w gronie kumpli mieszkając z mamą, w której dziecięce fascynacje syna wzbudzają ciepłe uczucia wspomnień zamiast gotującej się zazdrości, wściekłości i nienawiści.

 

Szacunek i podziw

Mam koleżankę i to niejedną, która stosuje metodę na blondynkę zawsze wtedy, kiedy potrzebuje coś zrobić w samochodzie. Zajeżdża swoim Clio niczym królowa na stacje benzynową, wysiada kołysząc się na obcasach wysokości Burj Dubai, i kiedy obsługujący dystrybutory zbierze już szczękę z podłogi mówi z naiwnością trzylatki “Proszę pana, popsuły mi się światła, czy wie pan jak to naprawić.” W ciągu kolejnych kilku, kilkunastu minut, wszyscy dostępni, pracujący i nie pracujący na stacji faceci wymieniają żarówki, sprawdzają olej, ciśnienie w oponach, trzepią dywaniki, myją szyby i robią kompletnie wszystko. Ona bardzo dobrze wie co, jak i kiedy zrobić w swoim aucie, ale woli się po prostu do nich uśmiechać. Kiedy skończą pozostawia ich w poczuciu błogiej szczęśliwości sama, nie mając nawet mikrograma pyłu ani oleju pod paznokciami.

Oczywiście wszystkie znane mi feministki psioczą na to, zżymają się na uprzedmiotowienie kobiet, a potem, kiedy ja pije z zadowoloną właścicielką Clio macchiato, one przechodzą katusze usiłując rozwiązać zagadkę, która żarówka H7 będzie odpowiednia.

Tak samo w małżeństwie. Jeśli mąż po przyjściu do domu po 12 godzinach konferencji biznesowej usłyszy ciepłe słowo, zamiast litanii braków w obowiązkach domowych, to następnym razem postara się wrócić wcześniej. Jeśli nie, zostanie pracownikiem sezonu, roku i dekady kumulując liczbę nadgodzin, od której inspektorzy PIPy dostają palpitacji serca.

Część mężczyzn nawet nie stanie w szranki i po prostu zrezygnuje z próby zbudowania związku, bo więcej da im pozycja w firmie, kariera w Mordorze albo 7 cyfrowa liczba na koncie. Więcej akceptacji i szacunku zdobędą na polu golfowym albo w klubie miłośników whisky, a kontakty, wyłacznie biznesowe, będą utrzymywać z kobietami, które czytają. Książki, nie program telewizyjny albo blogi szafiarek. Ostatecznie wezmą 20 lat młodszą utrzymankę, żeby kontrahenci pozazdrościli.

 

Święty spokój

Mark Gungor w swoim rewelacyjnym skeczu https://www.youtube.com/watch?v=3XjUFYxSxDk tłumaczy koncepcję nothing box. Tłumaczy również różnice miedzy kobiecym i męskim mózgiem. W skrócie, mózg płci pięknej przypomina kłębowisko przewodów łączących wszystko ze wszystkim, okraszone do tego imprintem emocjonalnym. Facet dla odmiany ma w mózgu przegródki, każda jest osobno, z niczym nie powiązana, niczym idealnie poukładane pudełka po butach. Pudełko dla samochodu, pracy, żony, etc. Najważniejsze jest pudełko, w którym nic nie ma, pozwalające na zajmowanie się czynnościami praktycznie nie wymagającymi myślenia jak przelatywanie pilotem po kanałach, granie w FIFĘ na konsoli czy łowienie ryb. Czynnościami fizycznymi, podczas których mózg jak u delfina częściowo śpi.

Dla mężczyzny kontakt z kobiecym mózgiem (inny niż dla Hanibala Lectera) to spacer to polu minowym. Poruszenie newralgicznego tematu bez planowania w skali Napoleona atakującego Rosję kończy się emocjonalnym Waterloo. Temat wakacji potrafi wyzwolić lawinę emocji powiązanych z dramatycznymi przeżyciami 10 lat wcześniej, kiedy ona musiała spać w namiocie i pogryzły ją komary, obecnie jej mamusia nie ma z kim spędzić lata i powinniście pojechać razem, a wasz syn chce jechać na obóz żeglarski i tam może utonąć. A chciałeś tylko zaplanować urlop…

Czy młody mężczyzna postawiony przed propozycją pracy sapera rzuci się na nią jak Reksio na szynkę? Czy sprzeda niczym nieograniczony dostęp do nothing box za możliwość zmiany nazwiska kobiety na jego własne? Jeśli ma misje ratowania świata – może, jeśli chce mieć piątkę dzieci, bo tak mu nakazał ksiądz – pewnie tak. Niestety, altruizm i mesjaństwo nie są już tak popularne jak kiedyś, a kandydat do 2000 miesięcznie z 500+ potrzebuje pokornej żony rodzącej dzieci, a nie karierowiczki.

 

Do kobiet

Można narzekać na mężczyzn, można opowiadać o tym jak dzisiejsze czasy zdeprawowały brzydszą płeć. Mieszkanie w wieży z kości słoniowej, wychodzenie na balkon i tupanie nóżką, bo rycerzy wspinających się po blankach nie ma, to metoda dziś skuteczna tak samo jak łowienie ryb grabiami. Gdybyś była jedyną królewną w okolicy, wszyscy śmiałkowie ruszyliby właśnie do ciebie, ale dzisiaj z tarasu widzisz setki innych budowli, a na szczycie każdej wygina się podobna księżniczka. Skonfundowany rycerz może wybrać basztę o najwygodniejszych schodkach, z której zwiesza się dla niego najdłuższy i najpiękniejszy warkocz albo zachęcającą aromatem zarówno zamorskich perfum jak i oczekującej uczty.

Dzisiaj kawalerów przybywających konno po wybrankę ubywa, coraz więcej woli siedzieć w karczmie z kumplami, zalewając się piwem. A liczba wież rośnie.

Każda królewna ma swoja szansę, ale wybrzydzając, że rumak za mały, lanca niewystarczająco lśniąca i za mało karatów w ofiarowanym brylancie, nie skończy jak Kopciuszek, tylko jak któraś z jego starszych sióstr.

img003

Naprawić czy kupić nowy?

232951_a800naprawiacz01-800px-ignite

Jeśli żyłeś w czasach realnego komunizmu za żelazną kurtyną w bloku wschodnim to pewnie pamiętasz czasy chronicznego niedoboru. W skrócie, niczego nie można było dostać. Jeśli złożyłeś podanie o telefon po narodzinach dziecka to dostawałeś go, kiedy skończyło studia. Naszyjnik z wystanego w kilometrowych kolejkach papieru toaletowego dawał więcej prestiżu niż dzisiaj najnowszy model iPhone’a.

W tamtych czasach ludzie musieli sobie jakoś radzić, więc reperowali wszystko, co możliwe. Radzieckie lodówki, pralki i telewizory działały po 25 lat, naprawiane przez geniuszy elektryki i tokarki. Dziś potomkowie złotych rączek robią kariery przetwarzając samochody po szkodach całkowitych na igły, którymi Niemiec jeździł do kościoła, a potem płakał jak sprzedawał.

Dzisiaj, jeśli coś się popsuje – ląduje na śmietniku. Nikt nie ma ani czasu, ani ochoty, ani nawet umiejętności, aby to robić. Gospodarka dobrobytu – wszystkiego nie da się przejeść.

Zachłyśnięcie się dobrobytem widać i w seksie. Czasy, gdzie znalezienie sobie kogoś na szybki numerek było problemem minęły tak samo jak komunizm i Związek Radziecki. Wystarczy parę ruchów kciukiem i, o ile nie jest się zbyt wybrednym, z supermarketu ciał i dusz, jakim jest np. Tinder można sobie wybrać odpowiedniego kandydata czy kandydatkę. Jeśli ma się paręset zbędnych złotych można również zamówić sobie opłacaną profesjonalistkę lub profesjonalistę w zależności od potrzeb. Prosto, szybko i od ręki.

W związkach podobnie, ludzie ze sobą są, a chwile później już nie. Dynamika statusów na FB przypomina zmiany planów Donalda Trumpa po wyborach. Razem, wolni, to skomplikowane… Z drugiej strony słychać utyskiwania, że „kiedyś związków się nie wyrzucało, tylko naprawiało”. Tak, tak samo jak pralki i telewizory. Kiedyś w małym miasteczku bycie rozwódka piętnowało kobietę bardziej niż brak jedynek, kleptomania i skłonność do alkoholizmu. Dziś to zwyczaj występujący tylko w wyjątkowo religijnych małych miejscowościach, z których znalezieniem ma problem nawet nawigacja w aucie. Kobieta musiała, więc znosić w imię związku katusze, bo rozwieść się nie wypadało. Znaczy naprawiała go. Podobnie facet, jeśli trafił na heterę, aczkolwiek sytuacja rozwodnika była znacząco lepsza.

Ludzie mają dosyć tkwienia w relacjach, które nie rokują. Nie chcą iść do złotej rączki od spraw miłości, tylko wyrzucają na złom i idą po nowe. Nowe oczy, nowe usta, nowe ekscytujące doznania, nowe piersi, pośladki, ręce, nowy głos nad ranem, kawa w nowej filiżance podana komuś nowemu.

A może jednak starsze pokolenia mają rację? Może warto naprawiać?

Cała sprawa rozbija się o to, co naprawiać. Jeśli ludzi żyli ze sobą 20 lat, kochali się a teraz mają kryzys – to znaczy, że ich związek to nie włoskie cudo motoryzacji, które po 5 latach trzeba oddać mechanikowi i uciec, tylko porządna niemiecka maszyna, która robi milion kilometrów. I wiesz, że po naprawie przejedzie drugie tyle.

Dzisiejsze związki przypominają wybory wódki z nocnego sklepu 5 minut przed zamknięciem. Łapiesz jakąkolwiek butelkę, byle było tanio, odpowiedni procent i pojemność. Wypijasz, a rano tupot białych mew torturuje każdą komórkę ciała. Ludzie nienawidzą samotności, więc biorą co popadnie i jak popadnie. Seks jakiś jest, ciotki nie marudzą na urodzinach i weselach, nie wraca się do pustego mieszkania do kota albo konsoli. Ludzie wylosowani w tinderowej loterii przelatują przez łóżko albo klubową toaletę jak Pendolino przez stację we Włoszczowej.

Związek ma swoje plusy i minusy. Czasem trzeba opuścić klapę, trzeba zebrać nadpleśniałą pizzę z kanapy, umyć zęby i zmienić bieliznę na świeżą. Czasem trzeba pość na Brigitte Jones albo X-Menów. Wypada odwiedzić przyszłych teściów zamiast iść do knajpy. Z drugiej strony można robić mnóstwo rzeczy razem, bo sprawia to niesamowita frajdę. Można karmić łabędzie i wiewiórki, chodzić boso po plaży i pić wino do rana, patrzeć sobie w oczy i w gwiazdy, i myśleć, co zrobimy razem za rok, dwa, dziesięć.

Jeśli tych plusów jest sporo, a minusy pojawiają się nagle – to warto cos z nimi zrobić. Poczekać, pomóc, potrzymać za rękę, przeczekać zimno, ciemność i niewygody, żeby potem wyjść na słońce jak dawniej. Ale jeśli popsuje się zwykły wypełniacz sypialni to jego miejsce jest na śmietniku przeszłości. Znajdzie się nowy.

Narzekający na płytkość związków nie rozumieją, że im się nic nie należy tylko dlatego, że istnieją. Ktoś, kto inwestował w relację, był emocjonalnym ogniskiem, lśniącym jak gwiazda polarna na firmamencie, wybrał fajną osobę nie kierując się tylko zasobnością konta i rozmiarem miseczki, nigdy nie zostanie spuszczony w toalecie życia. Nawet wtedy, kiedy ma zły okres. Nawet wtedy, kiedy zbankrutował, zachorował czy wpadł w nałóg

Najbardziej jęczą ci, którzy zostali porzuceni. Zapytaj ich, kiedy ostatnio kupili swojej wybrance kwiaty albo zrobili niespodziankę – zrobią oczy jak kamienie młyńskie i odpowiedzą znad konsoli i browara „Nie wiem”. Zapytaj o ulubioną seksowna bieliznę, a odpowiedzą znad rozkładu seriali TV ”Yyy, pidżamę, ale trochę się poplamiła”. Ich wkład do związku sprowadza się do istnienia w poczuciu własnej, niczym nie zmąconej, zajebistości. Moment ślubu to apogeum rozwoju intelektualnego, emocjonalnego, fizycznego i finansowego. A potem równia pochyła w dół zakończona propozycja – powinniśmy to naprawić.

Niestety, nawet najlepszy mercedes nadaje się tylko na złom, jeśli nikt o niego przez lata nie dba. Wyląduje na stosie zardzewiałych lodówek i pralek. A stary, zadbany mustang z 1967 roku będzie zawstydzał klasą nie jedno nowe cacko przez lata. Właściciel go nie odda, choćby nawet nie jeździł.

Celebrity deathmatch

first-presidential-debate-cartoon-priggee

Właśnie zakończyło się 12 rund dramatycznego pojedynku o mieszkanie komunalne przy 1600 Pennsylvania Ave NW, Washington, DC 20500, USA. W czerwonym narożniku wystąpił śmieszny, bogaty pan, z wiewiórką na głowie, ładną, sporo młodszą żoną i czerwonym krawatem, będący wielkim fanem budowania murów na pustyni i łapania za cipki. Z niebieskiego wystartowała miła starsza pani, która już kiedyś w tym mieszkaniu była sublokatorką, ma mnóstwo znajomych w wysokich kręgach, lubi straszyć stażystki, z którymi zdradza ją mąż oraz notorycznie gubi służbowe maile.

12 rund ostrej walki, gdzie dziennikarze i media śmiesznemu panu cały czas podstawiali nogi, błyskali fleszami po oczach, na koniec Jon Bon Jovi i Bruce Springsteen przywalił gitarami a Lady Gaga wbiła pod żebra obcasy McQueena.

Wygrywa pan, który mimo wszystkim przeciwnościom jak mantra powtarzał “Lets make America great again”…. Pan, nazywany głupkiem, idiotą i oszołomem. Kurtyna.

Sprawa jest o tyle poważna, bo pokazuje, że świat idzie z zawiązanymi oczami, po wąskiej ścieżce nad przepaścią w dość niewiadomym kierunku. Ludzkość ma potencjał zniszczenia siebie kilkadziesiąt razy na wiele możliwych sposobów, a zwykły człowiek ma nadal tylko wybór między mniejszym i większym złem, a jego rozmiar zależy tylko od subiektywnych opinii i preferencji. Summa summarum, zmiana jest głównie estetyczna, psy szczekają a karawana idzie dalej.

Prezydent Juncker powiedział, że demokracja to niedogodność w budowaniu europejskiego projektu zaraz po tym jak Brytyjczycy pokazali mu prosto w twarz wielkiego fucka. Jestem bardzo ciekawy jak zareagują dzisiaj przeróżne media, jak bardzo będą rozpaczać nad upadkiem społeczeństwa i demokracji. Może nawet Amerykanie stworzą własny KOD?

Prości ludzie spoza establishmentu (napisałbym układ, ale prawa do tego słowa ma już ktoś inny) są jedyna szansą na zmianę. Natomiast, w którym kierunku ustawią drogowskaz, pokaże przyszłość. Dawno temu Joanna d’Arc i William “Braveheart” Wallace przyszli znikąd. 77 lat temu jeden prosty osobnik z wąsikiem rozpalił światowej skali pożogę, a 27 lat temu inny prosty pan z wąsem i Matką Boska w klapie obalił komunizm. Wynik zmian potrafi przewidzieć tylko wróżbita Maciej albo siostra Faustyna.

Świat się zmienia, społeczeństwo ma dość okłamywania i hipokryzji. Woli prostego gościa, który mówił o łapaniu za cipki, po którym oficjalnie oburzyli się wszyscy, feministki oflagowały się i rozpoczęły strajk głodowy, a któremu rednecki w Alabamie po cichu zazdroszczą, niż hipokrytkę, którą zdradza regularnie mąż, a ona dla władzy i wpływów zastrasza molestowane ofiary zamiast jak porządna kobieta się po prostu rozwieść.

Kolejne testy na szczerość i głupotę zostaną przeprowadzone wkrótce w Niemczech i we Francji. Ciekawe, kiedy elity zejdą w końcu z penthouse’ów w swoich wieżach z kości słoniowej i zobaczą, jak wygląda rzeczywistość. Ciekawe, czy w ogóle zaakceptują lekcję, zamiast oburzać się na głupich wyborców i demokrację, której oficjalnie tak bardzo bronią.

I kiedy na horyzoncie pojawi się kolejny mały, zakompleksiony kapral z wąsem, czy w końcu ktoś wyciągnie wnioski z historii… Może zanim do tego dojdzie będziemy mogli zagłosować na kogoś, a nie przeciwko komuś. Oby.