Memento Mori…

StillLifeWithASkull

… czyli dlaczego warto pamiętać o śmierci.

– Nie wychodź, nie wychodź. Oni tam są! – odzywa się do ciebie totalnie przerażona kobieta, kiedy wychodzisz z przemiłej romantycznej pizzerii w Le Marais w Paryżu. Gdyby wydarzyło to się w normalny dzień, pewnie uznałbyś, że to tłumy paparazzi albo hipsterzy atakujący sklep ze sneakersami Kanye Westa. Natomiast dwa dni po zamachach, kiedy kobieta ma oczy pełne strachu i łez, biegniesz za nią i nie zastanawiasz się nad tym, czy szalony bieg ma sens. Barykadujesz się w mieszkaniu przypadkowego gościa, który twierdzi, że widział przez okno Araba z AK-47 i pasem szachida i bardzo chcesz, żeby on jednak nie wszedł za tobą na schody. Wygląda to jak fragment filmu z Mattem Damonem. Grałem w nim rolę kilka miesięcy temu.

Zanim okazało się, że wyobraźnia ludzka pobudzona dramatycznymi wydarzeniami w piątkowy paryski wieczór, pozwala ludziom zobaczyć nieistniejących zamachowców, przez 5 minut zastanawiałem się do kogo powinienem zadzwonić, żeby się pożegnać i czy w życiu zrobiłem to co chciałem. Nie miałem nawet czasu żałować tego, czego nie zrobiłem. Zastanawiałem się jak ustawić się za ścianą, żeby seria z kałacha przeszła bokiem, kiedy napastnicy spróbują przestrzelić zamek w drzwiach. Zastanawiałem się jak to jest zostać trafionym i jak się zasypia na zawsze….

Na szczęście zamachowców widziały tylko wielkie oczy strachu i skończyło się na przekradaniem się (tak na wszelki wypadek) wąskimi uliczkami do metra. Inaczej, nie mógłbym tej krótkiej historii spisać, ale za to przekonałbym się osobiście, co jest po drugiej stronie…

Przez większość życia nie zastanawiamy się nad śmiercią. Na strach, metafizyczne myśli i rozmyślania o tym, co dzieje się, kiedy wydajemy ostatni dech, nie ma czasu i miejsca w życiu codziennym. Pojawiają się na jesieni życia albo są epizodycznym wydarzeniami związanymi z udziałem w pogrzebie, dramatycznymi wiadomościami w TV albo telefonem od kumpla: “Słyszałeś? Wojtek rozwalił się na motorze.” Nawet bez nich prozac sprzedaje się jak czekoladki, a depresja jest jedną z najbardziej popularnych przypadłości. Ile dodatkowej pracy mieliby koronerzy sprzątający zwłoki po samobójcach, gdyby ludzie zaczęli myśleć o śmierci?

W przeciwieństwie do Europejczyków, Bhutańczycy myślą o niej średnio 5 razy dziennie. Dzięki temu przeżywają swoje życie czując bardzo silnie rzeczywistość. Ich jestestwo rezonuje z otoczeniem, bo wiedzą, że to może być ich ostatni moment – życie w Bhutanie, nie należy do najbezpieczniejszych – przez pokolenia nauczyli się z tym radzić właśnie w ten sposób. I żyją, tak jak potrafią najlepiej.

Wyobraź sobie, że jesteś pilotem, oglądasz codziennie wschód i zachód słońca nad chmurami, widzisz w dzień zielone połacie lasów i łąk, niebieskie zwierciadła jezior jak makietę, na której rozstawiałeś kolejki mając 10 lat. W nocy widzisz pulsujące światła metropolii, a czasem, przelatując nad biegunem, zorzę polarną.

Wyobraź sobie, że trzymasz za rękę córkę w białej sukni, widzisz w jej oczach szczęście, bo jej ukochany w końcu poprosił ja o rękę, a teraz Ty ja zaprowadzisz do ołtarza, gdzie on na nią czeka.

Wyobraź sobie, że lądujesz w Afryce na sawannie śmigłowcem, nie czekasz aż łopaty śmigieł się zatrzymają, a już wyskakujesz z niego, biegniesz do ostatniego stada białych nosorożców, dajesz im zastrzyki i wiesz dobrze, że dzięki nim one przeżyją i nie znikną z powierzchni ziemi. Pracowałaś nad szczepionką ostatnie kilka lat.

Wyobraź sobie, że stoisz na scenie z gitarą, tłum śpiewa refren ostatniego kawałka, 50 tysięcy piersi i ust powtarza słowa, które z kumplami napisałeś kilka lat temu w garażu. Czujesz niesamowitą energię bijącą od nich i nie chcesz z tej sceny nigdy zejść.

Wyobraź sobie, że siedzisz przy długim na dziesięć metrów stole pod starą dębową krokwią w domu nad jeziorem. Na stole – piętrowy tort z dziewięćdziesiątką świeczek, które zaraz zdmuchnie twój dziadek. Są wszyscy, kuzyn z Australii, kuzynka z Brazylii i cała rodzina Zośki z Norwegii, razem trzydzieści osób, wokół biega kilkanaście dzieciaków w różnym wieku. I wiesz, że za rok na taki sam tort dla babci pojawią się wszyscy – nie dlatego, bo wypada, ale dlatego, że chcą.

Wyobraź sobie, że jedziesz chopperem Route 66 ku zachodzącemu słońcu, czujesz wiatr we włosach, potężny V2 huczy pod siedzeniem, czujesz się całkowicie wolny, wdychasz ciepłe powietrze i wiesz, że możesz dojechać wszędzie, gdzie tylko cię oczy poniosą.

A teraz zadaj sobie pytanie, co zrobiłbyś, gdyby wieczorem zadzwonił telefon od lekarza: “Zostało Ci 24 godziny życia – jutro o północy umrzesz”. Jak przeżyłbyś ostatni dzień? Z kim go spędził i w jaki sposób? Kłóciłbyś się z żoną, poszedł na zakupy, tyrał do nocy na deadline, zabijał bossa w Warcrafcie albo oglądał kolejny odcinek “M jak Miłość”? A gdyby lekarz powiedział, że masz jeszcze 3 dni? Czy zmieniłbyś zdanie? A gdyby powiedział, że został ci tydzień, co byś zrobił wtedy? A gdyby był to miesiąc albo dwa? Wydłuż ten czas do roku, a potem dwóch.

A potem pomyśl ile możesz żyć? – około 100 lat – o ile masz dobre geny i będziesz o siebie dbać. 36524 dni to długi czas, ale nawet w ogromnej klepsydrze ziarna piasku się skończą. I co wtedy? Chcesz żałować, że nie przeżyłeś tego, o czym marzyłeś? Nie zrobiłeś tego, bo odkładałeś na później?

Każdy dzień może być ostatnim. W dzisiejszych czasach nie wiesz czy z przejażdżki samochodem, motocyklem, metrem czy samolotem nie wrócisz w czarnym worku. Memento mori, pamiętaj o śmierci, aby każdy dzień przeżyć tak, jakby to miał być ostatni z nich.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s