Telewizor, meble mały fiat…

22527608749_82190b03a8_b

… czyli: nie rezygnuj z marzeń.

Perfekt zaśpiewał “Nie płacz Ewka” w roku 1981. Dziś telewizor to już nie wielki jak szafa wybuchający “Rubin”, tylko 60 calowy płaski LCD, meble to nie komunistyczna meblościanka, ale zestaw z Ikei lub ostatecznie Black Red White, zamiast małego fiata jest Yaris, Corolla albo 12-letni Passat – wszystko w zależności od wielkości rodziny, statusu matrymonialnego i zasobności portfela. Minęło 35 lat, zmieniły się technikalia, ale natura ludzka pozostała bez zmian.

Idź do przedszkola. Poproś dzieci , żeby narysowały kim chcą być w przyszłości. Zobaczysz Zuzię na koniu, Tomka, który na drabinie strażackiej ratuje kota, Olę z wielkim teleskopem patrzącą w gwiazdy i Wojtka w bolidzie F1. Założę się z tobą o butelkę dobrej, starej szkockiej, że nie znajdziesz obrazka Brand Managera ani Specjalisty ds. jakichkolwiek.

Kim chciałeś być, kiedy byłeś młody? Lekarzem, weterynarzem, strażakiem, policjantem, kosmonautą, malarzem, sportowcem, podróżnikiem czy naukowcem. Kim jesteś dziś? Masz jeszcze jakieś marzenia?

Każdy z nas dostaje jakiś talent, każdy z nas lubi cos robić. Może byłeś w koszykarskiej drużynie szkolnej, może wygrałeś olimpiadę astronomiczną, może grałeś na gitarze. Może marzyłaś o budowaniu studni w Afryce, chciałaś zostać profesorem albo wykopywać artefakty po zaginionych cywilizacjach pomiędzy zaśnieżonymi szczytami Andów. Marzyliście o wielkiej miłości, takiej jak Romeo i Julia, ale z “żyli długo i szczęśliwie” jako zakończeniem?

Czy w którymś z tych marzeń była rola zasobu w korporacji, walczącego z excelem i biurokracją? A może marzyłeś o roli specjalisty HR od zwolnień czy jako to się teraz ładnie nazywa outplacementu? Może całą młodość chciałeś być specjalistą optymalizującym podatki dla korporacji w rajach podatkowych w imię religii nazywanej “shareholder value”?

Rozglądam się dookoła i widzę ludzi, których główną cechą jest przeciętność. Nie wiem, gdzie zaginęli marzyciele, zdobywcy, odkrywcy. Czasem ktoś mignie jak jednorożec, który udekoruje otoczenie kawałkiem kolorowej tęczy a potem znika w tłumie szarych, prawie identycznych osób. Widzę ludzi, których mottem życiowym jest praca, dom i zakupy. Ludzi, którzy przetargowali dziko, niebezpiecznie i emocjonalnie na “hujowo, ale stabilnie”. Miała być wielka miłość, a jest bezpiecznie, rutynowo, nudno do wyrzygania, prawie tak jak w aranżowanych w dawnych czasach małżeństwach, gdzie młodzi ludzie byli sobie przeznaczeni, a swatki dbały o to, żeby i status, i majątek się zgadzały. Czasem urozmaiceniem są ciche dni albo “kłótnia o nic” tylko po to, żeby cos się zadziało w związku…

Nie da się prowadzić ciekawego życia, nie da się znaleźć wielkiej miłości i nie da się zdobyć szczytów i głębin nie ryzykując. Siedząc w domu nie wpadniesz pod samochód, ale nie zobaczysz zorzy polarnej, gwiazd, lasów, jezior, stepów, zboczy gór lśniących lodowcami. Nie poznasz również wielu ludzi, innych kultur i nie przeżyjesz uczucia strachu, ekscytacji i ulgi.

Przeciętny Janusz i Krystyna z przeciętnego Sosnowca powtarza swój dzień z regularnością 24 godzin. Czasem zmienia się pogoda, czasem dzień jest krótszy, czasem noc, kartki w kalendarzu opadają jak liście z drzew, a oni z uporem maniaka tkwią w przeciętności, bo ich strefa komfortu ogranicza się do dwupokojowego mieszkania w wielkiej płycie, biura rachunkowego Krystyny i hurtowni, gdzie sprzedaje Janusz. Swoje emocje realizują w serialach, śledząc z wypiekami bohaterów ginących w kartonach albo genialne spostrzeżenia ojca Mateusza. Ekscytują się “śpiewem lub tańcem z gwiazdami” zamiast pójść ze znajomymi na karaoke. A kiedy ktoś ze znajomych zaproponuje im zmianę albo co gorsza pokazuje, że można inaczej – natychmiast znajdują wytłumaczenie, aby tylko tego nie zrobić.

Każdy zaczyna życie z bagażem, jeden miał ojca pilota, matkę aktorkę i wujka himalaistę, a inny nie. Mając 5 lat tkwimy w rodzinie, może nawet mając 10 lat, wtedy dużo zależy od tych wylosowanych razem z genami ludzi. W wieku 15 czy 20 lat, mamy już tak dużą ekspozycje na świat, że jesteśmy w stanie zobaczyć to, czego nie pokazali nam rodzice, możemy przejrzeć iluzje autorytetu i dojrzeć w nich Krystyny i Januszów. Możemy w końcu wyjść z zaklętego kręgu przeciętności, a nie powielać go w nieskończoność.

Realizuj marzenia, sięgaj wysoko i nie patrz na tych, którzy mówią, że się nie da. Oni trochę zazdroszczą, trochę się boją, a najbardziej w życiu boja się przyznać, że sami tez mogliby coś zrobić. I ćwicz – realizacja marzeń wymaga pracy.

Istnieje zasada 10 tysięcy godzin. Aby być w czymś dobrym potrzebujesz to ćwiczyć przez 10 tysięcy godzin. Talent pomaga, ale praktyka czyni mistrza…. The Beatles zaczynali w obskurnym klubie w Hamburgu grając praktycznie za piwo, 8 godzin co noc, siedem dni w tygodniu. Przez pierwsze 7 lat zagrali 1200 koncertów – to więcej niż dzisiejsze zespoły grają w ciągu całej kariery. Gates and Allen przed założeniem Microsoftu kodowali przez lata, gdyby nie to, nawet pomoc matki Gatesa w kontakcie z CEO IBMa na niewiele by się zdała.

Frank Zappa powiedział: “Jeśli wylądujesz w nudnym żałosnym życiu, bo słuchałeś matki, ojca, nauczyciela, księdza albo jakiegoś gościa z TV, którzy mówili co masz robić, to znaczy, że na to zasługujesz.”

Chcesz, by tak można było powiedzieć o Tobie?

Bajki dla dorosłych…

bez tytułuyyyy

… czyli co mają wspólnego komedie romantyczne i filmy porno.

Kinematografia to ostatnio jedyny popularny rodzaj sztuki, który nadal trzyma poziom. W porównaniu z muzyką, gdzie teksty sprowadzają się do pokrzykiwania “moja dupa, moja dupa, spójrz na moja dupę” lub nawet fotografii, gdzie każdy, kto potrafi zrobić selfie z dziubkiem uznaje się za fotografa, film potrafi nadal zainteresować i do tego nieść jakieś przesłanie. O książkach wstyd mówić, czytelnictwo spada lotem koszącym szybciej niż Scud trafiony Patriotem.

Istnieją jednak dwa rodzaje filmów, które wyrządzają w mózgach ludzi większe szkody, niż ćwiartka wódki wypita duszkiem: ostatnie produkcje porno oraz komedie romantyczne. Pierwsze z nich cieszą się wielką popularnością wśród mężczyzn, drugie wśród kobiet. Spodziewanie się w nich głębokiego przesłania to jak oczekiwanie od Sashy Grey Nobla z fizyki kwantowej. Jedyne, co może być w nich głębokie to gardło. A jednak na ich podstawie masa ludzi kształtuje swój światopogląd dotyczący relacji, miłości i seksu.

Młody chłopak po obejrzeniu produkcji rodem z Red Tube’a będzie przekonany, że najlepszym sposobem na grę wstępna dla kobiety, jest zrobienie mu loda tak brutalnie, że dziewczyna ma łzy w oczach, do seksu analnego nie potrzeba ani rozgrzewki ani nawet żelu, a poza tym sposobem na najlepszą dla kobiety randkę jest zaproszenie na orgie dwóch kolegów. Pozytywnym aspektem jest fakt, że błędne wyobrażenia takiego delikwenta zostaną bardzo szybko zweryfikowane przez pierwszą kobietę składającą się z czegoś więcej niż piksele i jego wiara w cuda zniknie szybciej niż napoje na wigilii w Radomiu.

Młode dziewczyny maja jak zawsze w życiu gorzej. Faszerując swój światopogląd na temat związków filmami typu “Pretty Woman” bądź “Pokojówka na Manhattanie” robią sobie więcej krzywdy niż jakikolwiek miłośnik porno. Dowiadują się, że bogaci i atrakcyjni faceci zakochują się najczęściej w pokojówkach albo prostytutkach, które najczęściej posiadają IQ na poziomie Einsteina. Marzą one o studiach, mimo, że po ich wypowiedziach w najmniejszym stopniu tego nie widać (najwyraźniej nie chcą peszyć przyszłego narzeczonego). Zapada im w pamięć fakt, że przyszły, wyjątkowy książę z bajki zainteresuje się nimi tylko dlatego, że istnieją lub kupi ich firmę razem z nimi jak Mr. Grey albo budynek firmowy jak Mickey Rourke w “Dziekiej Orchidei”. Sytuacja rodem z Kopciuszka, gdzie pijana panna ucieka z balu tak szybko, że gubi na schodach obuwie, a książę, o którego stara się tabun panien z całego królestwa wybiera akurat ją. Zaiste – to musi być magia…. Wyobraźcie sobie w takiej sytuacji księżną Kate.

Sytuacja w tym przypadku nie jest tak łatwa jak miłośnika megabajtów nagich spółkujących kobiet. Dziewczyna będzie się przekonywać, że mężczyźni są źli, a ona nie spotkała jeszcze tego właściwego. Będzie czekać na swojego księcia i czekać, przy okazji ignorując, bądź wykorzystując mniej oszałamiających, ale nadal zacnych absztyfikantów. Za każdym razem, kiedy spotka kogoś, kto się jej wyda dobrym materiałem na chłopaka czy nawet męża będzie stawać na głowie, żeby go zdobyć zgodnie ze schematem z romantycznych komedii. A potem będzie bardzo zdziwiona, że po jednorazowej kolacji ze śniadaniem rzeczony amant już nie ma dla niej czasu, a przecież w filmach książę zachowywał się inaczej.

Czas mija, zegar biologiczny tyka nieubłaganie. Niektóre z nich zmądrzeją i zaczną szukać rozsądnych gości, którzy może nie będą arystokracją, ale nadal pewien element rycerskości będą posiadać. Zauważą, że mężczyzna nie szuka w kobiecie tylko tego, co w Kopciuszku, a czegoś więcej, choćby tak błahej cechy jak poczucie humoru lub inteligencja. Inne nadal będą szukać artystów na dorobku, adorujących je habibi albo żonatych właścicieli firm wierząc, że kiedyś z roli kochanki przeistoczą się niczym brzydkie kaczątko w łabędzia, którym jest dla nich prawomocna rola żony.

Na koniec, słowo pocieszenia, nawet, jeśli przynależysz do powyższych kategorii wierzących w bajki, to pomyśl, że w o wiele gorszej sytuacji jest dziewczyna biorąca na poważnie filmy porno i chłopak, który za wyznacznik rzeczywistości obiera komedie romantyczne.

Teleportacja….

Hyperspace_exit

…czyli z kim warto podróżować w czasoprzestrzeni.

Poranek. Suchość gardle – już wiesz jak się czuli budowniczy piramidy Cheopsa. Głowa – z wnętrza chce się wyrwać obcy, przy okazji rozsadzając pazurami czaszkę. Żołądek –już wiesz, że jeśli zatrucie salmonellą powoduje takie efekty – to nigdy nie zjesz starego jajka. Powrót do rzeczywistości przypomina Terminatora wracającego do walki, kiedy cały obraz rozrasta się z małej czerwonej kropki. Przebudzenie jest nagłe, bolesne i zaskakujące, a zorientowanie się, że znajdujesz się we własnym łóżku zabiera dobrą chwilę.

Ktoś pisał, że picie alkoholu to kredyt wzięty na dobrą zabawę na koszt dnia kolejnego. Miał rację. Zachodzisz w głowę co robiłeś wczoraj. Przez mgłę widzisz wieczór kawalerski, autobus z barkiem, bar z tańcami na rurach. Ostatnie co pamiętasz to koronkowy biustonosz lądujący na tacce pełnej pustych kieliszków i siebie krzyczącego „Biały rusek dla każdego! Podwójny!”.

Chyba wtedy wyszedłeś z czasoprzestrzeni, nie pamiętasz efektu rozmycia gwiazd jak w Sokole Millenium, ale kontakt z grupą pościgową został zerwany. Wiesz za to na pewno, że powrót z hiperprzestrzeni nastąpił sekundy temu.

Nadludzkim wysiłkiem podnosisz się do pozycji siedzącej. Jesteś w łóżku… check. Jesteś sam… check. Telefon leży na biurku… check. Portfel w spodniach (nie zdążyłeś ich chyba zdjąć zanim padłeś) jest… check. Bez kasy… no check. Sięgasz pamięcią wstecz – taki był plan, z premedytacją zostawiłeś wszystkie karty w domu.

Telefon. Nie poddaje się. Kto rankiem do ciebie dzwoni – chyba wie, że byłeś na kawalerskim. Sięgasz ręką i kątem oka widzisz godzinę: 15:23, po czym dotykasz zielonego przycisku. Widzisz również 12 nieodebranych połączeń.

– Żyjesz? Stary, martwiliśmy się o ciebie. Zrobiłeś się na całego. Pamiętasz co robiłeś?

– Pamiętam panny, tańczyły nieźle, ale cos ta wódka chyba nie była dobrze zmrożona? I nie bardzo wiem jak wróciłem do domu….

– Wódka??? Uparłeś się, że chcesz pić spirytus krasnoludzki. Nie wiem skąd ten barman wytrzasnął 70-procentową śliwowicę, ale ścięła cię równo. Na szczęście skończyła już nam się kasa, więc nie mogłeś zamówić więcej. Nie przeszkodziło ci to jednak próbować biec za tą panną do garderoby, na szczęście bramkarz widział to już nie raz wcześniej, więc tylko grzecznie poprosił nas o opuszczenie lokalu. Chciałeś koniecznie zabrać kurtkę Tomka i puklerz Ateny, czyli metalową misę, w której trzymali reklamówki. Prawie ci się udało, ale była przymocowana na stałe do blatu. Potem uciekałeś w stronę parku, dogoniliśmy cię i udało nam się cię zaciągnąć do ubera, na szczęście Jacek miał załadowane konto. Pod domem z taksówki uciekałeś mi jeszcze trzy razy, zapomniałeś kodu do domofonu, na szczęście sąsiad wychodził z psem. Acha, uparłeś się jeszcze, że potrzebujesz tarczę Sparty i lancę Hefajstosa. Pomogłem ci je przynieść. Muszę kończyć, Zuza jest na mnie wściekła.

Przerwane połączenie. Faktycznie w pokoju pod ścianą stoi, niezauważone wcześniej, uzbrojenie legionisty: piękny niebieski znak C-12, czyli popularne „rondo” oraz równie przepięknie prezentująca się flaga Polski ze stożkowata końcówką. Do windy nie miały szansy wejść, a mieszkasz na 12 piętrze, prawie jak penthouse… I z pewnością nie byłeś w stanie wejść po schodach sam. Dobrze, że Wojtek trenuje pięciobój….

Jeśli nie masz takich wspomnień sam, to na pewno słyszałeś jak ktoś opowiadał taka historię. Najdziwniejszą teleportację miał człowiek z WATu, który wchodząc w nadprzestrzeń na parapetówie w Bydgoszczy – wyszedł z niej w akademiku na Bemowie. Słyszałem również „urban legend” o człowieku, który pracując jako kurier, zabierał czasem nadużywających śpiących przydrożnych do półciężarówki, aby wysadzić ich paręset kilometrów dalej – twierdził, że w ten sposób walczy z nadmiernym spożyciem alkoholu. Pewnie stąd wzięły się historie o porwaniach przez UFO w lubelskim.

Ważne jest kogo zabierasz w podróż po hiperprzestrzeni. W czasie, kiedy rozmyte gwiazdy tak pięknie świecą, ktoś musi pilotować zagubiony w przestrzeni okręt, prowadzić go do bezpiecznej przystani. Ktoś musi pilnować, żeby pamiątkowe łupy zawsze trafiły do skarbca i aby wraże siły w postaci ubranych na niebiesko miśków ich nie odebrały. O zagubionych podróżników trzeba dbać, aby ktoś obcy nie wywiózł ich 100 km za miasto.

Przypilnuj zawsze, żeby wszyscy załoganci trafili do domu, przyjaźń to nie link na FB, to dbanie o innych, kiedy tego potrzebują. Z wiekiem ilość i intensywność podróży maleje. Kiedy będziesz potrzebować pomocy, podróżnik z młodości zawiezie twoja żonę do szpitala, bo jest już 2cm rozwarcia, ona panikuje, a ty jesteś w delegacji po drugiej stronie globu. To on po raz kolejny napije się z tobą 18-letniej whisky, gdy dowiesz się, że wylali cię po 20 latach harówki z pracy, mimo że lekarz mu tego kategorycznie zabrania. On będzie trzymał świeczkę na chrzcie twojego syna, a ty wzniesiesz pierwszy toast na jego ślubie.

To brzmi banalnie i infantylnie, ale kiedy patrząc na zdjęcia z dawnych imprez coraz częściej mówisz, znowu wzięli kogoś z naszej półeczki nie nazwiesz tego ani banalnym, ani infantylnym.

Po takich imprezach zawsze warto zajrzeć do galerii zdjęć telefonu, często można znaleźć tam prawdziwe perełki fotografii artystycznej. To będą te zdjęcia, które będziesz wspominać z wyjątkowym sentymentem na emeryturze. Wtedy spora ilość z tych osób będzie mogła oglądać alkohol już tylko w gablotce, a inna spora ilość będzie już tam gdzie alkohol ani inne używki już nie są nikomu potrzebne…

mos-eisley-cantina_2489136a

PS Dziękuje tym, którzy razem ze mną podróżowali po hiperprzestrzeni, zbierali łupy w postaci flag, znaków drogowych, światełek robót drogowych, rozkładów autobusowych, ławeczek, pojemników z piaskiem i anten samochodowych. Wiecie o kogo chodzi. Jesteście zajebiści!

The truth is in the eye of beholder…

Artistic_-_Love_Wallpaper_764905034

… czyli dlaczego zaklinamy rzeczywistość.

Pierwsza miłość, motyle w brzuchu, ciarki na plecach, jej, jego spojrzenie, dotyk, pierwsze pocałunki. Widzisz tylko tę osobę, stawiasz ją na piedestale, mentalnie zamieniasz w pólboga. Cokolwiek powie jest święte, każda niedoskonałość wydaje się słodka. Toniesz w jej oczach, możesz wąchać jej włosy godzinami, a kiedy on wychodzi nadal czujesz jego zapach na poduszce. Mózg w kąpieli dopaminowo-serotoninowo-oksytocynowej wariuje, ognie świętego Elma tańczą po neuronach jak szaleni indiańscy wojownicy. Czujesz się jak Albert Hofmann po pierwszej dawce LSD. Oczekiwanie, że zakochany będzie się zachowywać racjonalnie to jak czekanie na autostop w centrum Nowego Jorku w przebraniu zamachowca. Człowiek w fazie amorów traci głowę, samiec modliszki – nawet dosłownie. Przekonanie takiej osoby do zobaczenia rzeczywistości w realnych barwach jest niemożliwością.

Są jednak przypadki, kiedy hormony już odparowały. Zdarzają się sytuacje, kiedy nigdy ich nie było, a mimo wszystko widzimy świat w kompletnie abstrakcyjny, oderwany od rzeczywistości sposób. Nie chodzi również o stan po wizycie w amsterdamskim coffee shopie ani nadwiślańskim konkursie na najwięcej wypitych browarów.

Jadwiga, lat 35, mieszka z mężem, który lubi wypić i wtedy ją tłucze, ale uparcie twierdzi, że on jest cudownym człowiekiem. Darek, lat 31, pożycza Tomkowi regularnie kasę i jest przekonany, że to jego prawdziwy przyjaciel, mimo, że tamten nigdy nie ma dla niego czasu i nigdy jeszcze nic nie oddał. Zuzia, lat 27, świeżo po ślubie, uważa, że jej szef jest cudownym człowiekiem, mimo, że składa jej lubieżne propozycje i płaci jej najniższą krajową. Wybielamy i usprawiedliwiamy ludzi, przekonujemy się sami, że ludzie są dla nas w porządku, nasza sytuacja jest ok i nie musimy nic z nią robić. I tkwimy w sytuacji *ujowo, ale stabilnie.

Pewnie masz albo miałaś kolegę, którego spotkałaś po kilku butelkach wina z koleżankami, w klubie zauroczył cię i zaprosiłaś go na kolację ze śniadaniem. Było super, miło i przyjemnie. Wysyłasz do niego SMSy, a on odpisuje na co trzeci, dzwonisz do niego, a on rzadko odbiera. Zaprasza cię raz na parę tygodni na randkę, która zawsze kończy się w łóżku. I trwa to jakiś czas, koleżanki mówią olej go, on nie traktuje cię poważnie. Ty uparcie twierdzisz, że jemu zależy, ale ma ciężką pracę i niesamowicie ważne projekty i w innym przypadku poświęciłby ci więcej czasu. I dopiero, kiedy okazuje się, że projekty to Zosia, Halinka i Madzia – przyznajesz koleżankom racje. Jesteś w dobrym towarzystwie – Sandra Bullock była świecie przekonana, że Jesse Gregory James, wydziarany gość, składający customowe motocykle i balujący w towarzystwie dziwek jest świetnym materiałem na wiernego męża. Potrafiła nawet po pierwszych wypadkach niewierności i po oficjalnych przeprosinach dać mu drugą szanse. Rozwód był niewiele później.

Ludzka psychika to skomplikowana maszyneria, ale “amerykańscy naukowcy” znaleźli kilka mocno powiązanych ze sobą przyczyn, dla których zaklinamy rzeczywistość.

  1. Dysonans poznawczy – nie lubimy mieć sprzecznych ze sobą elementów zachowania, bo wywołuje to w nas dyskomfort, np. palisz fajki i czytasz, że to skraca życie średnio o 10 lat, więc przekonujesz się – “Mój dziadek jarał całe życie i dożył dziewięćdziesiątki, czyli mi to nie grozi”. Podobnie, wybierasz sobie obiekt westchnień, czyli musisz przekonywać się, że postawiłaś na dobrą kartę. Nie patrzysz racjonalnie, bo przyznanie się do złego wyboru to cios w ego i dobre samopoczucie. Okłamujesz się i okłamujesz, tak długo jak to możliwe. Stosują to różne organizacje np. bractwa (te o grecko brzmiących nazwach Alfa Kappa Omega) na amerykańskich kampusach, tworząc długie i skomplikowane procesy rekrutacyjne. Im więcej czasu energii i środków poświęcasz na zdobycie czegoś, tym bardziej uważasz to za wartościowe. Działa to nawet wtedy, kiedy obiektywnie możesz coś podobnego uzyskać za bezcen.
    Chcesz kupić samochód, szukasz ciekawych marek i modeli. Przekopujesz fora, pytasz znajomych i nadal nie wiesz, co wybrać. W końcu decydujesz się na Toyotę i w końcu stoi w twoim garażu. I choćbyś musiał jechać z nią co miesiąc do mechanika, części byłyby drogie, a serwis słaby i tak będziesz ją polecać znajomym, bo to Japończyk i ma najlepszą jakość. Brzmi znajomo?
    Masz znajomego fotografa? Canon czy Nikon? Przekonuje cię, że najlepsza marka to ta, którą ma?
  2. Koszt utopiony – wyobraź sobie, że odziedziczyłeś po dziadku z Teksasu działkę. Podobno jest na niej ropa, dziadek wydał już na jej zbadanie 5 milionów $. Teraz musisz wydać kolejny milion na opracowanie mapy złoża i już możesz pompować. Tylko czy warto? Teoria ekonomiczna mówi, że jeśli zarobisz więcej niż ten milion to warto. 5 milionów już utopił dziadek i nie da się ich odzyskać, czyli mimo tego, że razem wydaliście 6 milinów – nawet zysk 2 milionów jest do przyjęcia. W życiu jest tak samo, ale nie widzimy tego w ten sam sposób. Jadwiga, którą bije mąż myśli: “Wytrzymałam już nim tyle czasu, mieszkamy razem, mamy dzieci, tyle zainwestowałam, szkoda to tracić”. Zamiast myśleć o przyszłości i o tym ile jeszcze musi w ten związek zainwestować, żeby coś zmienić – rozpamiętuje przeszłość.
  3. Niechęć do zmian – ludzie nie lubią zmian, mają swoich znajomych, swoją ulubioną knajpę, często jeżdżą w to samo miejsce na wakacje. Są mistrzowie, którzy do pracy przez 40 lat jeżdżą tym samym autobusem o 7:07, kupując tę samą gazetę w tym samym kiosku i te sami rogaliki w tym samym sklepie. Wszystko to, co jest inne jest złe, niedobre, a często nawet wymysłem szatana. Starych drzew się nie przesadza, ale czy to znaczy, że muszą się same skazywać na wyschnięcie?
  4. Lenistwo – zmiana wymaga pracy. Kiedy już skończy się proces ślepoty na rzeczywistość trzeba zadziałać, trzeba ruszyć tyłek z ciepłego kącika kanapy, wyjść ze strefy komfortu i coś poprawić. Dużo łatwiej jest poudawać przed sobą samym, że wszystko jest jeszcze znośne i odwlekać to w nieskończoność.
  5. Presja społeczna – punkt 1, to przyznanie się do porażki przed samym sobą, oprócz tego trzeba się przyznać do porażki przed otoczeniem. Było to trudne zanim Zuckerberg ukradł pomysł na biznes kolegom z Harvardu, a dziś w dobie lansu w mediach społecznościowych to przeżycie szczególnie traumatyczne. Słyszałem historie o bankierach zwolnionych z roboty, którzy przez kolejne pół roku wychodzili z domu ubrani w garnitur i siedzieli cały dzień w knajpie tylko po to, aby ich żona, dzieci i sąsiedzi nie dowiedzieli się prawdy. Najłatwiej okłamywać innych okłamując przede wszystkim siebie.
  6. Wiara we własną unikalność – dzisiejsze wychowanie wmawia każdemu, że jest unikalny, jedyny i niepowtarzalny. O ile wyjątkowość w postaci kopania piłki jak Messi, śpiewania jak Adele, pisania jak Bukowski, posiadania nóg jak Doutzen Kroes albo przyrodzenia jak Rocco Siffredi jest rzeczywiście coś warta, to unikalna umiejętność picia Warki na trzepaku pod blokiem zdecydowanie nie. Podobnie jak wydawania pieniędzy na zakupy na bazarku. Jeśli wydaje ci się, że świat będzie cię traktował w wyjątkowy sposób i rzeczywistość przytuli do piersi delikatniej niż przeciętnego zjadacza chleba, bo jesteś jedyny w swoim rodzaju – zastanów się, którą z tych wyjątkowych zdolności posiadasz.

Wybór oczywiście należy do ciebie, ale osobiście jestem szczerym zwolennikiem maksymy: “Lepsza jest najgorsza prawda od najlepszego kłamstwa”.