Empires rise, empires fall…

Fight-Club-1999

Imperia powstają, rosną, przeżywają rozkwit, a na koniec upadają. Historia lubi się powtarzać. Wczorajsze głosowanie w UK jest znakiem, znakiem, że świat się zmienia i coś, co było przyjmowane za pewnik wcale takie nie musi być.

Pewnie słyszałeś o Imperium Rzymskim, może o Złotej Ordzie, o Cesarstwie Chińskim, o Aleksandrze Wielkim. Może nawet czytałeś o potędze Anglii, Francji, Hiszpanii i Holandii w czasach kolonialnych. Dziś po nich pozostały tylko artefakty, sporo ruin w Europie po Rzymianach, Wielki Mur w Chinach, parę nazw, trochę ukradzionych dóbr z kolonii, pełne muzea w Paryżu i Londynie, nazwy miast w Azji i Ameryce. I tyle.

Cesarstwo Rzymskie upadło przez dekadencje i degrengoladę jego mieszkańców, podbite przez barbarzyńców, potem było prawie 1000 lat średniowiecza. Dzisiaj w Europie mamy uchodźców, którzy pełnią rolę Wizygotów i Ostrogtów. W tym samym czasie politycy się cieszą i opracowują maksymalny rozmiar spłuczki… Tytanic właśnie przywalił w górę lodową, orkiestra gra nadal, pary w drogich sukniach i smokingach wirują na parkiecie, przecież ten projekt jest niezatapialny, tylko idioci uciekają do szalup, tylko idioci głosują, za opuszczeniem okrętu.

Pamiętasz może rok 1929 i Czarny Piątek? Po nim przyszedł Wielki Kryzys, Wielka Depresja i wielkie bum w 1939. Każdy wie jak kończy się niezadowolenie mas, nad którymi pochyli się szaleniec i poprowadzi ich do walki z wrogiem. A może jednak nie każdy, bo wybory w krajach Europy pokazują, że jednak dotychczasowy establishment się niczego nie nauczył. Na korytarzach Komisji Europejskiej zasłyszałem dzisiaj: “To referendum pokazuje, że jest coraz więcej idiotów. Jest mi smutno z tego powodu.”. Żadnego uderzenia się w pierś, żadnego “Cholera, spierdoliliśmy coś, musimy się poprawić”, żadnej pokory, że może coś nie działa, że trzeba coś poprawić, żeby obywatele czuli, że Unia jednak im coś daje. Roztkliwiające filmy o EU za pieniądze podatnika najwyraźniej już nie wystarczają. Załoga wieży z kości słoniowej patrzy na okolicę jak Saruman z Isengardu i dziwi się, że ich wyimaginowane rozwiązania nie cieszą tłuszczy, że ubogacanie kulturowe nie cieszy obywateli i że ludzie już mają dość pięknych haseł, a chcą konkretnych rozwiązań u nich w domu, w miasteczku, w okolicy.

Nowe Średniowiecze nie jest dobrą opcją. Powtórzenie scenariusza z 1939 roku będzie jeszcze gorszą. Problem w tym, że świat nie będzie lepszy tylko dlatego, że ktoś uważa, że tak musi być. Ktoś musi tego dopilnować, a walka z terrorystami za pomocą kredek nie działa. Jeśli oczekujesz, że po wypuszczenie tygrysa z klatki będzie się on zachowywać jak miły kiciuś, bo przez rok puszczałeś mu filmy o Garfieldzie i Filemonie, to prawdopodobnie jesteś w błędzie. Może niektórzy nawet będą sobie z tym tygrysem zrobić selfika – jeden geniusz robił sobie taką słit focię z porywaczem samolotu na Cyprze. Jeśli zwierzak ich zeżre, to jest to najlepszy przykład na to, że Darwin miał rację i ewolucja działa, usuwając z puli genów te najgorsze.

Może jestem niepoprawnym optymistą, ale mam nadzieję, że Europa, która dostała żółta kartkę od Brytyjczyków jednak weźmie to sobie do serca, skończy wariackie tańce i w końcu zabierze się za łatanie kadłuba, w którym woda chlupocze coraz głośniej. Jeśli nie, na koniec nie pozostaną nam tylko słowa Greka Zorby: “Jaka piękna katastrofa”.

Advertisements

Pyrrusowe zwycięstwo…

526acec502cab.image…czyli czy zawsze warto mieć rację.

Król Epiru Pyrrus w roku 279 p.n.e. wygrał z Rzymianami bitwę pod Ausculum. Cały świat by o nim dawno zapomniał jako mało istotnym watażce, gdyby nie trzy i pół tysiąca ludzi, których wtedy stracił. Wygrał, ale po bitwie nie miał już wojska do prowadzenia wojny, więc zapakował się i grzecznie powrócił do Epiru. Rzymianie mogli odtrąbić wielki sukces legionów, imperium i czego tylko mieli ochotę. Na pamiątkę po nim pozostało określenie pyrrusowe zwycięstwo.

Na pewno czasem masz kontakt z ludźmi, z którymi musisz spędzać czas, mimo ewidentnej odmienności charakterów. Na przykład twój szef jest totalnym idiotą i otwarcie proponuje rozwiązania, na które każdy operujący logiką załapałby się za głowę a Arystoteles zapłakałby gorzkimi łzami. Piotr I Aleksiejewicz Wielki powiedział: “Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.” Opcje są dwie, można zastosować się do zaleceń cara albo udowodnić szefowi za pomocą argumentów, zasad asertywności i innych psychologicznych narzędzi, że jest idiotą. Opcja numer jeden spowoduje, że będziesz miał spokój, opcja numer dwa da nawet chwilowe poczucie radości i zwycięstwa a docelowo poprowadzi cię tropem Pyrrusa. Pijąc piwo z orkami z Mordoru na Domaniewskiej i słuchając ich opowieści, dochodzę do wniosku, że potomkowie Pyrrusa najczęściej lądują w Bieszczadach albo w najlepszym wypadku na wysuniętej placówce pod Otwockiem, na polu walki zostają zaś głownie lisi i durnowaci. Osobiście uważam, że najważniejszy jest szacunek do samego siebie, ale wybór na koniec i tak należy do ciebie.

O pewne rzeczy warto walczyć: o honor, o szacunek, o najbliższych, ale jest również masa mało znaczących rzeczy, o które ludzie walczą z ogromnym zaangażowaniem i brutalnością. Potrafią się zwyzywać, obrazić się na siebie w imię racji. Obecnie idealnymi tematami na pozbycie się znajomych są PiS kontra KOD i imigranci. Poziom zaślepiania własną racją jest tak silne, że ludzie potrafią się znienawidzić tylko dlatego, że ktoś podlinkował głupi obrazek na FB. Co zabawne, ani logika, ani argumenty nie maja znaczenia – liczy się racja i wiara w nią, silna i niepodważalna. Jak już pisałem tydzień wcześniej nawet kibicowanie polskiej reprezentacji zostało uznane za mało demokratyczne…

Pół biedy, kiedy obrazisz się ze swoimi znajomymi na FB, często nawet ich nie widziałeś na żywo. Przychodzą, odchodzą, FB litując się nad użytkownikami nie pokazuje, kiedy ktoś “opuścił krąg znajomych”, prawdopodobnie dramatycznie ograniczając poziom depresji i ilość samobójstw wśród ogromnej ilości attention whore w sieci. O wiele gorzej jest jednak, jeśli kłótnie zaczynają pojawiać się w rodzinie, wśród bliskich przyjaciół, w związku. I często są to totalne pierdoły, które nie maja realnego wpływu na rzeczywistość, ale świadczą o racji. O tym, że wygrało się dysputę, o sukcesie, o poczuciu bycia lepszym. Sukces jest chwilowy, a druga strona często czuje się źle, stłamszona, gorsza. I najczęściej, jako będący silniejsi w logice wygrywają mężczyźni, a kobiety, jako mniej konfliktowe muszą potem odreagowywać stres wbijając szpile gdzie tylko można. Znasz ten obrazek? Nawet jeśli nie odnajdziesz w nim siebie to z pewnością zobaczysz w nim niektórych swoich znajomych. Często robi się to kompletnie nieświadomie. Wiem o tym, sam tak czasem mam.

Związek to nie dwójka osób patrzących na siebie, ale patrzących w tą sama stronę. Warto czasem się ugryźć w język i popatrzeć w innym kierunku, choćby się go już o widziało setki razy. Lepiej zatrzymać lawinę walki o rację w związku, zanim przybierze rozmiar na tyle duży, że jest w stanie zmieść z powierzchni ziemi wszystkie ostoje rozsądku, zrozumienia i sympatii. Warto kłócić się z żona/mężem o Antoniego M. i jego broń elektromagnetyczną, obrazek z Ahmedem liczącym owce albo to czy Obama chciał się spotkać z szefem KODu? Ma to jakiekolwiek znaczenie? Równie dobrze można się pokłócić o to, który klub piłkarski jest lepszy. Tylko po co?

Koty to zwierzęta wielbione przez Egipcjan tysiące lat temu i dzisiaj przez stare panny. Ich posiadaczki są zafascynowane drobnymi łapkami, trącaniem nosem w nocy i mruczeniem do ucha. Koty, mają jednak i mniej piękna stronę. Nie chodzi o sikanie w najmniej odpowiednich miejscach albo wypluwanie kłaczków na najdroższy dostępny mebel (musza mieć jakiś szósty zmysł wyceny), ale o myśliwski instynkt. Przyniósł ci kiedyś kot prezent? Często będzie to ptak z przetrąconym skrzydłem albo mysz ze złamanym kręgosłupem. Będzie się nim bawił, będzie chciał żebyś to zrobił razem z nim i pewnie PETA mogłaby podciągnąć to pod znęcanie się nad zwierzętami. Jeśli nie jesteś w stanie wytrzymać kwestionowania swoich racji pomyśl, że jesteś takim kotem. Wiesz lepiej jak wygląda sytuacja, jesteś pewny swoich argumentów, ale pozwalasz innym poczuć się, jakby to oni wygrali. Jesteś tego tak pewien, że nie musisz jej udowadniać. To filozofia stosowana przez wszystkich mistrzów walki na Dalekim Wschodzie. Oni nie muszą walczyć, żeby wiedzieć, że wygrają. Oni są tego pewni.

Jacek Walkiewicz mówi: Lepiej być szczęśliwym, niż mieć rację. I w tym przypadku akurat on ma rację. Syndrom smerfa Ważniaka potrafi zaprowadzić w miejsce, gdzie będziemy czuć się jak Pyrrus, który właśnie pokonał przeciwnika. Niestety, poświęciliśmy wszystkich, z którymi moglibyśmy to zwycięstwo świętować, a gdybyśmy zerknęli wstecz przez ramię, zobaczymy za sobą ścielące się morze trupów.

Dom wariatów

ship-of-fools

Pisałem niedawno o dyskusjach z maszyną Trurla, czyli cytując Lema – najgłupszą maszyną rozumną na świecie. Wydawało mi się, że dyskusji z jej białkowymi klonami można uniknąć, co dramatycznie zmniejsza ryzyko eskalacji fizycznej bądź pęknięcia żyłki z nerwów i emocji. Myliłem się…. Okazuje się, że dom wariatów nie znajduje się gdzieś tam na uboczu realności i odsyła się tam jednostki specjalnie uzdolnione, ale wszyscy w tym domu wariatów jesteśmy i tylko czasem udaje nam się z niego wydostać niczym Alicja przez króliczą norę. Fuck logic!

Jeden z “amerykańskich” naukowców powiedział, że dopóki nie miał dostępu do Internetu nie wiedział, że na świecie jest tylu idiotów. W ciągu ostatnich kilku dni ktoś, pewni ci odpowiedzialni za chemtrailsy, musiał rozpylić w powietrzu ogromne ilości pochodnych LSD albo innych substancji psychoaktywnych, bo pokłady absurdalnych informacji atakujących ze wszystkich stron wzrosła niemiłosiernie. Można założyć, że Aszdziennik wypadnie z rynku z braku choćby trochę poważnych informacji.

Ostatnie wydarzenia związane z masakrą w Orlando, Euro 2016 i strajkami we Francji chyba jakoś zaburzyły fluidy w naszej republice bananowej nad Wisłą. Okazało się, że reprezentacja Polski jest za mało zróżnicowana etnicznie. Myślałby ktoś, że pewnie brakuje w niej Ślązaków, Kaszubów i Górali, ale nie – powinien w niej być następca Olisadebe, przynajmniej wg pewnego profesora ze Szczecina. Niestety, nie znalazł się żaden chętny o odpowiednich korzeniach. Kilka dni wcześniej Aszdziennik zamieścił dramat lewicowca, który zrobił selfika z flagą. Biedak bardzo chciał pokazać, że z całego serca kibicuje drużynie, ale bał się uznania za rasistę i narodowca. Uznałem to za całkiem zabawne. Do wczoraj…, kiedy to wzmiankowany wyżej profesor powiedział, że kibicowanie reprezentacji jest antydemokratyczne, świadczy o popieraniu naszego niedemokratycznego rządu oraz jest przejawem rasizmu i ksenofobii. Rzeczywistość przerosła wyobrażenia komików.

Zamach w Orlando – zabite 50 osób w gejowskim klubie. Tragedia. I jako taka powinna być potraktowana, z szacunkiem dla zmarłych i dla rodzin. I znowu, opary absurdu – z jednej strony Młodzież Wszechpolska cytująca Księgę Kapłańską (Stary Testament) o zabijaniu homoseksualistów – jak prawdziwi patrioci, z drugiej hashtag #PrayForOrlando. Nie wiem, do kogo oni chcą się modlić, skoro ten Bóg właśnie homoseksualistów każe zabijać? Poza panteonami greckim i rzymskim, znanymi z dość luźnego podejścia do seksu większość bóstw jednak gejów nie lubi….

Zaktywowali się też miłośnicy i przeciwnicy dostępu do broni. Jedni i drudzy stosują argumenty ad absurdum przerzucając się statystykami. Nie wiem czy lepsza jest oferta dostępu do broni maszynowej (a zwykłej kuszy nadal nie można sobie kupić) dla każdego i posiadania jej w domu, czy może jednak totalne rozbrojenie i walka na kredki z zamachami. Aby dodać pikanterii, równolegle z propozycjami rozbrojenia społeczeństwa, służby belgijskie zalecają policjantom zabieranie broni do domu, oczywiście dla bezpieczeństwa.

Nie mam przeciwko absurdowi i wariatom kompletnie nic – lubię ich wesoły folklor – memy z Macierewiczem nie drażnią mnie, rysunki Charlie Hebdo uznaje za zabawne. Jednak kiedy opary idiotyzmu atakują z każdej strony, od ludzi, z sieci, z TV, a czasem nawet otwierając lodówkę obawiam się wyskakującego wariata, to zaczynam mieć tego dość. I nawet pomysł “Pierdolnąć wszystko i wyjechać w Bieszczady” wydaje się interesujący. W porównaniu z resztą wiadomości, nawet oprawa Euro 2016 sprowadzająca się do porównania, która dziewczyna piłkarza ma fajniejszy biust i lepiej nastrzykany botox i slikon jest jak balsam dla duszy, jak aloesowy okład dla spalonego słońcem mózgu. Dodatkowo jest to okraszone newsem z pierwszej strony “Piłkarze zjedli śniadanie”. Brakowało mi tylko kolekcji hipsterskich zdjęć tego, co zjedli, ale widocznie nie karmią ich niczym, co przykułoby uwagę paparazzi.

Może gdybym wierzył w planetę Nubiru, przejście na większą gęstość rzeczywistości, Reptilian po drugiej stronie księżyca (to i tak lepsze niż faszyści) czy zamianę biegunów Ziemi, to by mi to tak bardzo nie przeszkadzało. Niestety geny obdarzyły mnie umysłem logicznym i analitycznym, który wzdryga się przed słuchaniem wielkich bzdur, które są jak słoń – co da się ignorować tak długo dopóki w pokoju zostaje jeszcze trochę miejsca. Gombrowicz nie przewidywał tak wielkiej intensywności gwałcenia przez uszy… Są rzeczy, o których nie śniło się nawet filozofom, nawet Albertowi Hofmannowi, który wynalazł LSD.

Minęło sporo lat od czasu gdy duet Gintrowski i Kaczmarski opisywał rzeczywistość, ale ich słowa nadal są aktualne:

A my nie chcemy uciekać stąd!
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory
Stanął w ogniu nasz wielki dom!
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych!

Nie bardzo wiem, czy po znalezieniu króliczej nory, w którą wpadła Alicja, po drugiej stronie znajdę zwykły ogród, czy jednak będzie tam czekać Zwariowany Kapelusznik i Kot z Cheshire.

Pożar w domu wariatów przybiera na intensywności…

Maszyna Trurla…

 

trurl…czyli dlaczego nie warto kłócić się z fanatykami.

Mówi się, że życie na trzeźwo jest nie do wytrzymania oraz, że ignorance is bliss. Oba fakty, da się łatwo połączyć – człowiek odurzony THC albo alkoholem etylowym myśli jakby mniej intensywnie, nie przeszkadza mu ból istnienia oraz głupota rasy ludzkiej. Łatwiej nie tylko zaakceptować rzeczywistość, ale i poglądy tych, którzy wyrażają swoje opinie zgodnie z zasada “nie wiem to się wypowiem”. Nie ma znaczenia czy chodzi im o PiS, KOD, Donalda Trumpa, Hillary Clinton, Juliena Assange’a czy jakiekolwiek inne elementy rzeczywistości, począwszy od ulubionej marki butów a skończywszy na aktualnym obecnie temacie piłki kopanej.

Uwielbiam Stanisława Lema. W jednej ze swoich Bajek Robotów[1] opisuje jak konstruktor Trurl stworzył najgłupszą maszynę rozumną na świecie – mającą osiem pięter. Maszyna upierała się, że dwa razy dwa równa się siedem. I żaden, ale to żaden argument nie potrafił przekonać jej, że jest inaczej. Klapaucujesz – czyli największy przyjaciel Trurla stwierdził po krótkiej demonstracji: Jest nie tylko wrażliwa i tępa, i uparta, ale także obraźliwa, a z taką ilością cech można już dopiąć niejednego! Lema zawsze podziwiałem za to, że potrafił przewidzieć zjawiska społeczne w przyszłości idące za rozwojem cywilizacji nie skupiając się na technikaliach. Tutaj nawet nie musiał sięgać w przyszłość, tępota, wrażliwość, upór i obraźliwość od zawsze potrafiły zdziałać cuda. Wracając do Trurla i Klapaucjusza – maszyna, wzburzona niemiłym traktowaniem przez pierwszego z nich oburza się, odmawia współpracy, aż w końcu wyrywa się z posad, aby go zabić. Równa przy tym ziemią jego laboratorium, pobliskie miasto, a na koniec zamyka konstruktorów w jaskini. Wpada w taki szał, że w końcu pobliska góra osypuje się na nią niszcząc ją dokumentnie. A jakie są jej ostatnie słowa w odpowiedzi na pytanie 2×2? Oczywiście: SIEDEM.

Zaglądając do sieci, słuchając ludzi w komunikacji miejskiej oraz wszędzie tam, gdzie wyboru interlokutorów nie ma, odnoszę nieodparte wrażenie, że Elon Musk i Stephen Hawking nie powinni już się martwić sztuczną inteligencją. Już dziś otacza nas ogromna ilość Maszyn Trurla. Osobniki podobnie fanatyczne i nie mające kompletnie pojęcia o temacie, na który się wypowiadają są wszędzie. Jeśli fakty i ich opinie się nie zgadzają, to tym gorzej dla faktów. Do wyboru jest kłamstwo, prowokacja i teoria spiskowa. Czasem ma miejsce boski test, jak na przykład kości dinozaurów podłożone celowo przez istotę wyższą, aby sprawdzić czy nie jesteśmy jak niewierny Tomasz. Również pozostałe cechy osobowościowe Maszyny Trurla są powielane: ogromna wrażliwość na jakąkolwiek krytykę, obrażanie się za wytknięcie nieznajomości czy uparte, wręcz fanatyczne trwanie przy swoich poglądach. Próba dyskusji często kończy się podobnie jak u Lema – mordobiciem, jeśli nie fizycznym to przynajmniej psychicznym albo mentalnym.

W dzisiejszych czasach świetlana kariera, którą dla najgłupszej maszyny rozumnej na świecie przewidywał Klapaucjusz – byłaby pewnikiem. Jako największy idiota na świecie, od swojego powstania, zostałaby wręcz skazana na sukces. Nie trzeba nawet sięgać tak głęboko jak Nagrody Darwina, które są niepowtarzalnym źródłem ludzkiej kreatywności, wystarczy otworzyć media społecznościowe. Również Dilbert i jego codzienne realne odpowiedniki w Mordorze potwierdza tą teorię w odmianie korporacyjnej.

Dyskusja z ludźmi, którzy są odporni na jakiekolwiek argumenty, za to ślepo wierzą w swoje opinie jest z reguły bezcelowa, chyba, że służy jako ciekawe doświadczenie psychologiczne w przypadku, gdy chcemy poznać nabywców garnków za kilka tysięcy złotych ewentualnie kołdry w tej samej cenie. Ciekawa psychologicznie może tez być próba poznania tzw. żelaznego elektoratu, jakiejkolwiek partii w dowolnym kraju. Natomiast, gdybyś chciał podjąć próbę przekonania takiego osobnika do swojej opinii za pomocą argumentów doradzam szczególna ostrożność, chyba, że nazywasz się Chuck Norris, herbatę pijesz zalewając torebkę w ustach wrzątkiem a zamiast jedzenia miodu żujesz pszczoły. Domeną Maszyn Trurla jest odpowiadania na siłę argumentów za pomocą argumentu siły zgodnie z przypadkiem opisanym przez Lema. Często kończy się w podobny sposób, czyli fizycznym wyczerpaniem albo unicestwieniem jednego z dyskutantów. I również w tym przypadku, jako ostatnie słowo w dyskusji usłyszysz jego własny odpowiednik liczby SIEDEM.

[1] http://solaris.lem.pl/ksiazki/beletrystyka/cyberiada/227-maszyna-trurla