Panie premierze, jak żyć?

Woher_kommen_wir_Wer_sind_wir_Wohin_gehen_wir

To nurtujące wszystkich pytanie zadają co jakiś czas wyborcy w różnych krajach na świecie, zwłaszcza wtedy, kiedy obecnego premiera nie lubią. Pytanie nie jest nowe, „Quo vadis?” pytał Henryk Sienkiewicz, „Where do we go from here?” śpiewa Richard Patrick z Filter, tytułowy obrazek ” D’où Venons Nous / Que Sommes Nous / Où Allons Nousnamalował Paul Gauguin. Nad sensem życia zastanawiali się już starożytni greccy filozofowie.

Ponad dwa millenia później stoimy w punkcie wyjścia. Uniwersalnej recepty nie ma, mimo, że masa domorosłych coachów twierdzi, że za jedyne kilkaset euro albo złotówek powiedzą ci jak być szczęśliwym. Oni znaleźli sposób na szczęście – zarabiać na naiwności innych. Charles Bukowski pisał: „Find what you love and let it kill you.” I chyba był najbliższy trafnej odpowiedzi. Ludzie są różni, mają różne talenty, różne wymagania i różny punkt startowy sprowadzający się do puli genów, miejsca urodzenia oraz wiedzy i gotówki odziedziczonej po rodzicach. Tylko tyle i aż tyle.

Człowiek urodzony w Sierra Leone (jeśli nie wiesz gdzie i co to jest – obejrzyj film “Krwawy diament”), będzie szczęśliwy jeśli ma co zjeść, ma coś do picia i miejsce do życia, gdzie nikt nie zabije jego i jego rodziny – o ile w ogóle takową ma. Posiadanie butów będzie dla niego skrajnym luksusem. Zblazowany hipster z Nowego Jorku, mieszkający na 20 piętrze w mieszkaniu po dziadku, 5 minut od Central Parku uzna za tragedię życiową, kiedy w jego ulubionym Starbucksie skończy się mleko sojowe do macchiato, wyleje żale na FB i będzie miał zjebany cały tydzień.  I obaj będą mieli racje, bo kto ma prawo oceniać ich opinie. To, że jeden z nich (zgadnij który) jest rozpieszczony niczym kot starej panny i ma dekiel zryty bardziej niż pustynia po ostrzale artyleryjskim pod Aleppo nie oznacza, że jego osobowość nie będzie cierpieć, a on autentycznie nie uznaje swojej sytuacji za koszmar. Nie chce nawet zgadywać jak by wyglądały odczyty stresu, gdyby go przenieść na miejsce tego pierwszego…

Neil Strauss tzw. “Style” napisał “Grę” – biblię PUA (Pick Up Arist, czyli podrywacz), dzięki której stał się guru wszystkich pryszczatych nastolatków na świecie. Testując swoje rutyny i ucząc swoich kursantów jak zaciągnąć do lóżka i dobrać się do majtek przeróżnych panien, przeleciał ogromną ilość modelek, hostess i innych dziewczyn, które nad swoimi biurkami wiesza spora ilość niezaspokojonych małolatów.  Każdy z nich uznałby, że to życie marzeń. Neil jednak doszedł do wniosku, że czas wyleczyć się z seksoholizmu i narkomanii, znaleźć sobie partnerkę na dłużej i mieć dziecko. Zamiast pisać o podrywaczach zabrał się za pisanie o samodoskonaleniu, stworzył kółko start-upowych przedsiębiorców i teraz zarabia na tym spore pieniądze.

Anne Rice, autorka lepszych i gorszych (w zależności od gustu czytelnika) książek o wampirach jak “Wywiad z wampirem” (nawet jeśli nie znasz książki to pewnie widziałeś film) opisujących historię Lestata et consortes w wieku około 60 lat z ateistki przemieniła się w zagorzałą orędowniczkę chrześcijaństwa potępiając swoje wcześniejsze bluźniercze dokonania.

Paul Gauguin (autor obrazka powyżej), dla odmiany, sprzedawał brezent, miał piątkę dzieci i był typowym przedstawicielem klasy średniej. Do czasu, kiedy doszedł do wniosku, że życie rodzinne nie jest dla niego. Po ponad 10 latach małżeństwa został pełnoetatowym malarzem, czego jego żona nie wytrzymała i zaleciła mu opuszczenie ogniska domowego, po czym przeniósł się na Martynikę i Tahiti. Tam razem z Van Goghiem i Degasem oddawali się miłości z młodymi wielbicielkami ich sztuki.

Przykładów można by mnożyć setki. Każdy z nich mówi tylko o jednym – nie ma złotego środka, nie ma jedynej słusznej drogi. Każdy, ty, ja, twoja mama, koledzy z wojska, Alessandra Ambrosio, Dan Bilzerian, Stephen Hawking i anonimowy bezdomny spod mostu w Sosnowcu musi sobie samodzielnie odpowiedzieć na to, co chce w życiu robić i jaki jest jego sens. Kiedyś było znaleźć ten sens o wiele łatwiej, bo wiara w życie pozagrobowe dość jednoznacznie mówiła, co trzeba robić, aby zostać zbawionym i żyć wiecznie w Valhalli, Hadesie czy niebie, otoczonym przez dziewice, druhów z pola bitwy, duchy kami, bądź zreinkarnować się jako istota wyższa niż chrabąszcz albo ryba. Dziś jest trudniej, kościoły są zamieniane w muzea, centra kultury i sztuki, puby i dyskoteki. Duchy zwierząt dawno przestały rozmawiać z ludźmi ze względu na ich niewłaściwe traktowanie. Nauka co chwile obala próby udowodnienia istnienia zjawisk paranormalnych, ale jeśli czujesz się na siłach “James Randi Educational Foundation” chętnie obdarzy cię milionem dolarów za pokazanie, że posiadasz nadludzkie moce. Do tej pory nikomu się nie udało.

Zostaliśmy więc pozostawieni samym sobie. Wielki Konstruktor, Architekt, Stwórca lub inna istota nie powie nam, co powinniśmy robić, aby być szczęśliwymi. Parę pomysłów, które przychodzą do głowy na szybko też niewiele pomagają:

  • Zbieranie dóbr doczesnych – na koniec umierasz, niczym Smaug na stosie złota lub bardziej praktycznie w kontem siedmio-, jeśli jesteś mniej ambitny, dziesięcio- albo dla bardziej ambitnych trzynastocyfrowym. Możesz też mieć sporo akcji, parę dzieł sztuki i kilka rezydencji. Po śmierci, twoi spadkobiercy się pokłócą – o ile miałeś czas na spłodzenie potomstwa. Jest tez plus – możesz kazać się zamrozić licząc na to, że ktoś cię ożywi za setki lat. Niestety, wymaga to sporo pracy, dużo oszczędzania, mnóstwo wchodzenia w tyłek klientom bądź szefostwu i generalnie bycia skurwysynem.
  • Przekazywanie genów – masz sporo dzieci – im więcej tym lepiej. Umiejętności podrywania – jeśli jesteś mężczyzna – przyda się bardzo, do tego zdolność zacierania po sobie śladów będzie nieodzowna , chyba że stać cię jak Colina Farrela na spore alimenty. Możesz też być osobą rodzinną i wychowywać dzieci w harmonii związku małżeńskiego dbając, nie tyle o ilość, co o jakość i szczęśliwość potomstwa.
  • Zostanie kimś ważnym – prezydentem, aktorem, bohaterem, poetą, malarzem, etc. Nazwą twoim imieniem ulicę, szpital czy lotnisko. Może nawet będą o tobie uczyć na historii a wikipedia będzie miała ładny długi wpis. Możesz też pozostawić po sobie parę dzieł sztuki, nowy ustrój albo przynieść wolność i demokrację barbarzyńcom.
  • Ratowanie zagrożonych gatunków roślin i zwierząt – niestety, sporo już wyginęło, jak choćby mamuty czy dinozaury – najwyraźniej nie przeżyły presji zmian środowiskowych. Ratowanie obecnie wymierających pewnie będzie miało podobny skutek.
  • Charytatywna pomoc innym ludziom – niektórzy twierdzą, że lepiej ratować zwierzęta np. koty, bo ludzie są źli i nie zasługują na pomoc, inni uważają, że człowiek to jednak człowiek. Ratowanie jednak ma jednak w sobie element tymczasowości, bo i tak każdy musi umrzeć.
  • Rozwój rasy ludzkiej – ten pomysł z punktu widzenia ewolucji jest chyba najlepszy, można dbać o środowisko, tworzyć wynalazki, w końcu posłać człowieka w kosmos, na Marsa, między gwiazdy. Możesz też szukać lekarstwa na raka, starość i inne przypadłości. Możesz tez myśleć o transhumanizmie i nieśmiertelności człowieka w przyszłości. Skutecznym narzędziem mogłaby być też eugenika, ale od czasu, kiedy zabrał się za nią Hitler jest passe. Dodatkowo, patrząc na to, w jakim kierunku ewoluuje rasa ludzka złapać się za głowę i zastanawiać czy w ogóle warto dbać o jej przetrwanie.

Bronnie Ware pracowała przez lata z ludźmi, którzy mieli umrzeć w ciągu kilku miesięcy, rozmawiała z nimi i ich przemyślenia spisała w książce „The Top Five Regrets of The Dying”. Ludzie na łożu śmierci żałowali głownie pięciu rzeczy:

  • że nie mieli więcej odwagi żyć życiem dla nich prawdziwym, a nie życiem, którego oczekiwali od nich inni,
  • że pracowali tak ciężko,
  • że nie mieli odwagi wyrażać swoich uczuć,
  • że nie pozostawali w kontakcie ze swoimi przyjaciółmi,
  • że nie pozwolili sobie być szczęśliwszymi.

Nikt nie żałował, że nie został prezydentem albo CEO. Osią spinającą to, co jest ważne byli ludzie i relacje, jakie z nimi mieli.

Wracając do tego, co mówił Bukowski – bądź szczery w tym, co myślisz. Kochaj to, co naprawdę kochasz, a nie to, co każą ci kochać inni. Jedyną wspólną cechą tego, co może uczynić człowieka szczęśliwszym to szczerość wobec samego siebie. Tylko ty znasz swoje uczucia, tylko ty wiesz, co cię kręci, tylko ty wiesz, co sprawia ci radość. Nie daj się przekonać innym, że jest to złe, nieodpowiednie albo co gorsza w swoim twoim wieku tego totalnie nie wypada robić.

I na koniec pamiętaj, że lepiej żałować tego, co się zrobiło, niż tego, że się nie spróbowało. Największym grzechem, który możesz popełnić jest bezczynność.

Advertisements