Czy jesteś gotowy na sukces?

goldfish jumping out of the water

Proste, ale nieco podchwytliwe pytanie, które mógłby zadać Wojciech Mann w “Szansie na sukces” – czy jesteś gotowy na triumf, na wygraną, na zdobycie złotego medalu? Odpowiedź prosta – dla każdego, kto nie ma nic przeciwko odbieraniu medali na podium albo fleszom paparazzi na czerwonym dywanie. Taka osoba widzi tylko ostatni etap drogi, czyli radość z sukcesu i odbieranie pochwał i gratulacji.

Wyobraź sobie, że przychodzi do ciebie Mefistofeles, tak jak do Twardowskiego i obiecuje osiągnięcie sukcesu. Musisz tylko krwią podpisać cyrograf. Zgadzasz się? Małym druczkiem jest napisane, że przez 10 lat będziesz musiał go słuchać, a on jak po szynach zaprowadzi cię prosto na szczyt. 10 lat za sukces, warto?

Czy potrzebujesz diabła, żeby osiągnąć to, co chcesz?

Arnold Schwarzenegger – w wieku 15 lat zabrał się za siłownie; ćwiczył po 4h 7 dni w tygodniu a czasem, kiedy wychodził aż rzygał ze zmęczenia. W wieku 20 lat został Mr Uniwersum. Nie poszedł nawet na pogrzeb swojego ojca, bo jak twierdził ćwiczył do konkursu.

Henry Ford bankrutował 5 razy zanim udało mu się założyć Ford Motor Company, która odniosła sukces.

Harlanda Davida Sandersa pewnie nie kojarzysz, ale KFC znasz. Colonel Sanders był jego założycielem. Odwiedził 1009 restauracji, zanim pierwsza z nich zgodziła się użyć jego przepisu.

Vincent Van Gogh przez całe życie sprzedał tylko jeden obraz, do tego przyjacielowi I za niewielkie pieniądze. A dzisiaj zna go prawie każdy.

Każdy chce odbierać medale i nagrody, ale nie każdy jest świadomy ile energii i wysiłku jest potrzebne. Osiągnięcie czegoś wyjątkowego to krew, pot i łzy. To wielokrotne wychodzenie ze strefy komfortu, to ciągła walka ze światem i ze samym sobą.

Nawet jeśli nie mierzysz w sam szczyt osiągnięcie czegoś wyjątkowego nie jest za darmo. Przebiegnięcie maratonu to zdarte stopy, to kilometry na bieżni i w plenerze, czasem w deszczu. Znalezienie dobrej roboty to setki albo tysiące wysłanych CV. Granie na gitarze, nawet w przeciętnym zespole to godziny prób i palce zdarte od strun. Założenie własnej kancelarii prawniczej to tyranie po 12-16 godzin przez parę lat np. Baker & McKenzie aż zdobędziesz jakąś rozpoznawalność w branży.

Załóżmy, że przez parę ostatnich lat więcej czasu spędzałeś w restauracjach niż ćwicząc. Zebrałeś trochę kilo a jedyny rekord, jakim możesz się pochwalić to BMI przekraczające 30. Great success! Jak mawia Borat. A chciałbyś jednak trochę lepiej wyglądać, lekarz delikatnie sugeruje trochę ćwiczeń, a żona boi się spać w jednym łóżku, bo możesz ja śmiertelnie przygnieść. Wystarczy codziennie nastawić budzik o godzinę wcześniej, wstać i przepłynąć na początek parę długości basenu lub przetruchtać parę kilometrów i już będzie znaczna poprawa. Zdobędziesz się na to?

Każdy z nas jest do pewnego stopnia leniwy. Nikt nie lubi bólu, wysiłku i upokorzenia chyba, że akurat ma w sobie gen masochisty. Strefa komfortu ma przyjemny dotyk miękkiej pierzyny, ciepłej pidżamy i kota. Jakieś banalne wytłumaczenie: “zacznę pojutrze”, “dziś pada”, “jakiś zmęczony jestem” itd. zawsze się znajdzie.

Sukces, zanim zmaterializuje się w postaci czerwonego dywanu, medali, wywiadów i długiego szeregu cyfr na koncie to ciężka orka. Często nawet bardzo mało znaczący dywan, gratulacje od koleżanek i skromne cyfry na koncie wymagają zaciśnięcia zębów i pchania przed sobą kamienia jak Syzyf.

Zatem zapytam jeszcze raz: Czy jesteś gotowy na sukces?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s