TGIF

baab89eb44741de968c20701bb3dfe0c

…czyli Dzięki Bogu Już Piątek.

Istnieje cała gama memów, rysunków, komiksów i filmów gloryfikujących piątki i oskarżających poniedziałki o wszystko, co w życiu najgorsze. Istnieje Blue Monday, poniedziałek, w którym popełnia się na świecie największą liczbę samobójstw. Im bliżej do weekendu tym morale populacji wyższe, niczym nastrój niedopitych imprezowiczów docierających do sklepu całodobowego. Powstała nawet sieć restauracji wielbiąca piątki, nazywając się TGI Friday. Uwielbienie dla piątku jest równie potężne, co nienawiść do poniedziałku.

Powód – niby oczywisty – pięciodniowy tydzień pracy – potem zasłużony weekend, wyjazd na działkę, chlanie na umór, modne miejscówki nad Wisłą, wyjazd na 2 dni do Paryża, Barcelony czy Mediolanu, a w wersji oszczędnej spokojny czas na pochłonięcie zaległych odcinków ulubionych seriali na Netflixie. Alleluja, radujmy się – dwa dni wolne. Po 48 godzinach wolności wracasz na pięć dni do kieratu – i tak przez kilkadziesiąt lat.

Nikt nie zadaje sobie pytania dlaczego tak jest, tylko wstaje, wychodzi z domu i pcha swój syzyfowy kamień codziennie na górę, 5 dni w tygodniu, 230 w roku i 10 000 w ciągu całego życia! Ktoś urodzony w PRLu, oglądając codziennie plakaty p.t. Praca najwyższą wartością człowieka miał do wyboru taśmę produkcyjną w fabryce albo kasę w GSie, więc nawet nie wiedział, że można inaczej, bo półtora kanału telewizyjnego TVP mu o tym nie powiedziało.

Dzisiaj jest trochę inaczej, w dobie globalizacji, american dream i kochania swojej pracy każdy ma szanse i możliwości. Media trąbią o millenialsach, mogących zostać kim chcą, nieograniczonych wyborach, młodych zakładających milionowe firmy i tworzących unicorny* w Dolinie Krzemowej, po prostu sielanka.

Jeśli jednak wybierzesz się do przysłowiowego Sosnowca albo Radomia ujrzysz obraz namalowany przez rzeczywistość odbiegający od dolce vita tak samo dalece jak Lady Gaga złapana przez paparazzi po dobrej imprezie, od jej zdjęcia w Vogue. Nad ranem widzisz ludzi ciągnących się niczym mgła nad zamulonym jeziorem do swoich ekscytujących zajęć w centrum logistycznym Amazona, na kasie w Biedronce albo jako sprzedawca ubezpieczeń. Dziwisz się, że jedynym ich marzeniem jest wrócić w piątek z roboty i zapomnieć o niej do poniedziałku?

George Orwell pisał, że zamienia się miejscami klasa średnia i wysoka a prole (czyli proletariusze) zostają prolami. Dziś nazywa się ich prekariuszami, walczy o nich Razem (w Polsce) i Podemos (w Hiszpani), ale zasada się nie zmienia. Nie ma znaczenia ile klawiszy na klawiaturze zetrze Thomas Piketty wypisując prace na temat niesprawiedliwości społecznych. Bogaci nie oddadzą władzy, nie zrezygnują ze swojej uprzywilejowanej pozycji, jeśli będzie trzeba zapłacą komu trzeba, a lobbyści i parlamentarzyści będą spędzać radośnie kolejne wakacje na ich jachtach. Historia pokazuje, że rewolucja kończy się z reguły tak samo dobrze jak rozpalanie przez harcerzy ogniska benzyną, szybki wybuch a potem sprawdzanie, który ma bardziej spalone brwi i włosy.

Można walczyć z całym światem, ale kończy się wtedy jak Don Kiszot. Można walczyć ze złem, które jest wokoło w najbliższej okolicy albo można walczyć chociaż o siebie. W życiu mamy to, na co się zgadzamy, jeśli bierzemy pracę za psie pieniądze i nie szukamy innych opcji to takie życie będziemy mieć. Jeśli ktoś uzna, że nauka jezyków obcych to dziwny wymysł, zamiast skończyć studia techniczne lepiej iść na turystykę i krajoznawstwo, uważa, że wyprawa w poszukiwaniu pracy do sąsiedniego miasta to przedsięwzięcie godne Krzysztofa Kolumba to jest sobie sam winien.

Ratowanie świata to ciężki kawałek chleba, bo świat bardzo nie chce być uratowany. Woli liczyć na łut szczęścia w loterii, zamiast cos zmienić. Bez ryzyka nie ma zabawy, są tego świadomi nawet wyznawcy YOLO, czyli żyjesz tylko raz.

A jednak codziennie rano jest tak jak śpiewał Kabaret Tey:

Ja was widziałem o świcie w tramwaju,
Bo powracałem luźno sobie z balu,

Zawsze myślałem, że rano w tych tramwajach,
Jest wesoluśko, że radość was upaja,
A tu Garbary, szare mary Tuchobole Zdrój,
Dlaczego? Ludu ty Mój?

W oryginale podmiot liryczny usiłuje zmienić ponure nastawienie współpasażerów

I jak ten natchniony poeta Horacy zawołałem…
LUDZIE!!! KOCHANI… COŚCIE TACY SMUTNI???
PRZECIE JEDZIECIE DO PRACY!!

ale pewnie dzis skończyłby na OIOMie, a w najlepszym wypadku jako dziwak na facebookowym filmie.

Może to nie poniedziałki są złe, tylko ludzie mają robotę do dupy?

* unicorn – start-up wyceniany na co najmniej miliard dolarów

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s