Czarny Piątek, czyli Amerykanie też potrafią

karp

Płynący mlekiem i miodem kraj nad Wisłą stawia poprzeczkę bardzo wysoko w dziedzinie absurdów. Zwłaszcza ostatnio poziom irracjonalności sięga tak wysoko, że aszdziennik przestał być najlepszym źródłem zmyślonych newsów – państwowe media maja konkurencyjny poziom. Polonia w USA musiała bardzo skutecznie za pomocą filmów o forfiterze promować polskiego ducha, bo zainspirowani porządkami politycznymi nad Bałtykiem, Amerykanie wybrali sobie równie kontrowersyjnego prezydenta. Donald Trump pokazał już, ze jest geniuszem ściemy, bo z większości obietnic się już wycofał, część zmienił i zatrudnił ludzi bardzo poprzednich do poprzedniej ekipy. Ot taki Kukiz zza Wielkiej Wody.

Następcą fortitera i Joanną d’Arc na miarę naszych czasów została chytra baba z Radomia. Gorzowska Bitwa o Karpia w Lidlu pokazała, że duch w narodzie nie umarł i Polak potrafi być bitny, zwłaszcza, jeśli chodzi o świąteczna tradycję. Jankesi pozazdrościli nam woli walki, po czym zorganizowali na Czarny Piątek igrzyska. Zaraz po Dniu Dziękczynienia, kiedy wzmocnieni indykiem mają siłę (jak mówi hardkorowy koksu), zebrali się pod supermarketami, by zagrać rolę współczesnego gladiatora w wyścigu o telewizory LCD. Oprócz odbiorników, do wygrania były artykuły AGD, ubrania oraz – moje ulubione trofeum – PAPIER TOALETOWY! Prawdziwa walka, potratowani ludzie, pojedynki na pięści, połamane kończyny. To jest klasa i duch walki, a nie okładanie się laskami i karpiami emerytów. Od razu widać, kto wymyślił Destruction Derby, a nie jakąś bezpłciową piłkę nożną, golfa i tenis.

Intensywność modłów do religii, jaką została ostatnio konsumpcja cały czas wzrasta. O ile papier toaletowy to dobro pierwszej potrzeby, to walka o depilator świadczy o prawdziwej determinacji. Z drugiej strony paczka papieru kosztuje tyle, co piwo, nawet bezrobotnego Amerykanina na nią stać. W Polsce nawet w czasach, kiedy magiczną rolkę reglamentowaną po 4 sztuki na członka rodziny trzeba było odstać w kilkugodzinnej kolejce, nie dochodziło do takich emocji i szarpanin. Biedny, komunistyczny kraj najwyraźniej nie wykazywał się takim cywilizacyjnym poziomem jest rozwinięty Zachód, a zwłaszcza Ameryka.

Świat nie przestaje mnie zaskakiwać, ale może po hipsterach czekających na buty Kenyego Westa trzy dni, nie powinienem się już niczemu dziwić…

Advertisements

Gdzie te chłopy?

gal_6_1241020472

W 1975 Danuta Rinn śpiewała “Gdzie ci mężczyźni?” Najwyraźniej nie uzyskała odpowiedzi, bo dzisiaj prof. Zimbardo zadaje to same pytanie. W poszukiwanie prawdziwego mężczyzny udają się kobiety wszędzie, gdzie tylko mogą postawić swoje delikatne stopy – idąc na politechnikę, pod koszarami, szukając habibi na seks-wakacjach w Egipcie i w wielu mniej lub bardziej zagadkowych miejscach.

Prof. Zimbardo i inne mądre głowy załamują ręce nad końcem męskości. Wtórują im ambitne, piękne, inteligentne, wykształcone (wszystko wg nich i ich koleżanek) i niestety samotne białogłowy. Panuje opinia, że przedstawiciele płci brzydszej nie potrafią albo nie chcą stać się prawdziwymi mężczyznami.

Wieść gminna niesie, że do szczęścia facet potrzebuje seksu i jedzenia. Dodałbym do tego jeszcze możliwość realizowania się w jakiejś pasji, hobby lub grupie oraz pewien status i podziw otoczenia. Plus zawsze, kiedy jest to możliwe święty spokój. Tyle, tylko tyle czy aż tyle?

Kim jest prawdziwy mężczyzna? Tego w zasadzie nie wie nikt. Zapytana wyrocznia delficka nabrała wody w usta, amerykańscy naukowcy rozbiegli się w popłochu, Google AI wpadło w cyfrową katatonię, tylko wróżbita Maciej orzekł, że Mars jest w ascendencie i żeby się nie martwić. Oczekiwania płci pięknej są równie niejasne, obejmują około setki całkowicie sprzecznych ze sobą cech, jak seksualna dominacja, jak i noszenie różowych rurek i depilowanie klaty, zarabianie sporych pieniędzy, ale bycie w domu i poświęcanie czasu żonie i dziecku, bycie spontanicznym i jednocześnie przewidywalnym oraz przede wszystkim czytanie w myślach …. Nie ma się co dziwić, że Greccy filozofowie preferowali chłopców….

Załóżmy jednak, że chłopcy w obszarze zainteresowań danego mężczyzny nie są. Chciałby prowadzić miłe i przyjemne życie z białogłową mając na celu wzmiankowane wyżej cele życiowe (seks, jedzenie, etc.)

 

Jedzenie

Kobiet, które dobrze gotują jest obecnie coraz mniej. Nasze babki potrafiły gotować, piec, szyć, wyleczyć podstawowe przypadłości wódką z pieprzem, miodem z cebulą i babką lekarską. Dzisiaj, jeśli nastolatka potrafi ugotować herbatę i jej nie przypalić – jest kulinarnym geniuszem, jeśli potrafi zrobić jajecznicę – należą jej się 3 gwiazdki Michelin. Kandydat na prawdziwego mężczyznę może zakupić miesięczny abonament w Kebab Kingu albo Atelier Amaro w zależności od wysublimowania podniebienia i zasobności portfela, nawet z dostawa do domu. Albo może poszukać z dociekliwością godna Sherlocka Holmesa kobiety, która poza kolorem włosów odziedziczyła po babce smykałkę do kulinarnych batalii. I dla niej zechce być Don Juanem na wieki.

 

Seks

Zgłębiając literaturę i kinematografie nie sposób przeoczyć bardzo trendu seksualizacji kobiet. Gospodynie domowe z wypiekami na twarzy czytają Greya a potem biegną do seksshopów, wielbicielki Seksu w Wielkim Mieście nie wstydzą się i jęków i orgazmów i wiedzą, że seksowna bielizna to nie znoszona pidżama. Mężczyzna nie musi już kupować browaru, żeby się napić piwa. Wyzwolone kobiety dają sobie prawo do orgazmu przed ślubem, a przyjaciel zasilany dwoma paluszkami nie zawsze da tyle co facet. Dostęp do seksu dla płci brzydkiej jest praktycznie nieograniczony. Wystarczy założyć czyste majtki i umyć zęby, choćby te kilka, które pozostały. Jeśli to dla niego zbyt wielkie wyzwanie – zawsze pozostają przepastne otchłanie Internetu ze sztandarowymi redtube i youporn. Żadnych obrączek, wybierania sukni, odwiedzin u rodziców, obowiązków małżeńskich. HIV już nie zabija, antybiotyki leczą inne francuskie przypadłości.

Rola zakochanego i wiernego rycerza w lśniącej zbroi zabijającego smoka dla ręki królewny pozostaje dla wyjątkowych romantyków.

 

Hobby i pasje

Wśród motocyklistów, wędkarzy, graczy RPG, prepersów, miłośników paintballa albo malowania figurek do bitewniaków oraz innych dziwaków ilość płci pięknej drastycznie odbiega od statystycznych 50%. Tutaj parytety są zachwiane o wiele bardziej niż w polityce i zarządach korporacji. Każda kobieta, która dzieli tego typu hobby jest wielbiona, rozchwytywana i traktowana przez zdobywcę jak skarb cenniejszy niż pierwszy komiks o supermanie. Typowa kobieta to osoba o wiele bardziej rozsądna niż facet i interesuje się poważnymi problemami jak dzieci, moda, ostatecznie promocje i seriale telewizyjne. Morza łez wylali mężczyźni postawieni przed wyborem motocykla albo żony lub figurek albo żony. Najczęściej łez wzruszenia tych, którzy wybrali swoje zabawki zamiast piękniejszych połówek.

Kobiety obcinają mężczyznom jaja, a potem dziwią się, że mają w domu kanapowe warzywo, bez energii, bez radości i bez blasku w oku. Wygrywają, ale to Pyrrusowe zwycięstwo daje im tylko chwilową radość.

Dzisiaj sporo młodych mężczyzn nawet nie próbuje szukać kobiet tylko pozostaje w gronie kumpli mieszkając z mamą, w której dziecięce fascynacje syna wzbudzają ciepłe uczucia wspomnień zamiast gotującej się zazdrości, wściekłości i nienawiści.

 

Szacunek i podziw

Mam koleżankę i to niejedną, która stosuje metodę na blondynkę zawsze wtedy, kiedy potrzebuje coś zrobić w samochodzie. Zajeżdża swoim Clio niczym królowa na stacje benzynową, wysiada kołysząc się na obcasach wysokości Burj Dubai, i kiedy obsługujący dystrybutory zbierze już szczękę z podłogi mówi z naiwnością trzylatki “Proszę pana, popsuły mi się światła, czy wie pan jak to naprawić.” W ciągu kolejnych kilku, kilkunastu minut, wszyscy dostępni, pracujący i nie pracujący na stacji faceci wymieniają żarówki, sprawdzają olej, ciśnienie w oponach, trzepią dywaniki, myją szyby i robią kompletnie wszystko. Ona bardzo dobrze wie co, jak i kiedy zrobić w swoim aucie, ale woli się po prostu do nich uśmiechać. Kiedy skończą pozostawia ich w poczuciu błogiej szczęśliwości sama, nie mając nawet mikrograma pyłu ani oleju pod paznokciami.

Oczywiście wszystkie znane mi feministki psioczą na to, zżymają się na uprzedmiotowienie kobiet, a potem, kiedy ja pije z zadowoloną właścicielką Clio macchiato, one przechodzą katusze usiłując rozwiązać zagadkę, która żarówka H7 będzie odpowiednia.

Tak samo w małżeństwie. Jeśli mąż po przyjściu do domu po 12 godzinach konferencji biznesowej usłyszy ciepłe słowo, zamiast litanii braków w obowiązkach domowych, to następnym razem postara się wrócić wcześniej. Jeśli nie, zostanie pracownikiem sezonu, roku i dekady kumulując liczbę nadgodzin, od której inspektorzy PIPy dostają palpitacji serca.

Część mężczyzn nawet nie stanie w szranki i po prostu zrezygnuje z próby zbudowania związku, bo więcej da im pozycja w firmie, kariera w Mordorze albo 7 cyfrowa liczba na koncie. Więcej akceptacji i szacunku zdobędą na polu golfowym albo w klubie miłośników whisky, a kontakty, wyłacznie biznesowe, będą utrzymywać z kobietami, które czytają. Książki, nie program telewizyjny albo blogi szafiarek. Ostatecznie wezmą 20 lat młodszą utrzymankę, żeby kontrahenci pozazdrościli.

 

Święty spokój

Mark Gungor w swoim rewelacyjnym skeczu https://www.youtube.com/watch?v=3XjUFYxSxDk tłumaczy koncepcję nothing box. Tłumaczy również różnice miedzy kobiecym i męskim mózgiem. W skrócie, mózg płci pięknej przypomina kłębowisko przewodów łączących wszystko ze wszystkim, okraszone do tego imprintem emocjonalnym. Facet dla odmiany ma w mózgu przegródki, każda jest osobno, z niczym nie powiązana, niczym idealnie poukładane pudełka po butach. Pudełko dla samochodu, pracy, żony, etc. Najważniejsze jest pudełko, w którym nic nie ma, pozwalające na zajmowanie się czynnościami praktycznie nie wymagającymi myślenia jak przelatywanie pilotem po kanałach, granie w FIFĘ na konsoli czy łowienie ryb. Czynnościami fizycznymi, podczas których mózg jak u delfina częściowo śpi.

Dla mężczyzny kontakt z kobiecym mózgiem (inny niż dla Hanibala Lectera) to spacer to polu minowym. Poruszenie newralgicznego tematu bez planowania w skali Napoleona atakującego Rosję kończy się emocjonalnym Waterloo. Temat wakacji potrafi wyzwolić lawinę emocji powiązanych z dramatycznymi przeżyciami 10 lat wcześniej, kiedy ona musiała spać w namiocie i pogryzły ją komary, obecnie jej mamusia nie ma z kim spędzić lata i powinniście pojechać razem, a wasz syn chce jechać na obóz żeglarski i tam może utonąć. A chciałeś tylko zaplanować urlop…

Czy młody mężczyzna postawiony przed propozycją pracy sapera rzuci się na nią jak Reksio na szynkę? Czy sprzeda niczym nieograniczony dostęp do nothing box za możliwość zmiany nazwiska kobiety na jego własne? Jeśli ma misje ratowania świata – może, jeśli chce mieć piątkę dzieci, bo tak mu nakazał ksiądz – pewnie tak. Niestety, altruizm i mesjaństwo nie są już tak popularne jak kiedyś, a kandydat do 2000 miesięcznie z 500+ potrzebuje pokornej żony rodzącej dzieci, a nie karierowiczki.

 

Do kobiet

Można narzekać na mężczyzn, można opowiadać o tym jak dzisiejsze czasy zdeprawowały brzydszą płeć. Mieszkanie w wieży z kości słoniowej, wychodzenie na balkon i tupanie nóżką, bo rycerzy wspinających się po blankach nie ma, to metoda dziś skuteczna tak samo jak łowienie ryb grabiami. Gdybyś była jedyną królewną w okolicy, wszyscy śmiałkowie ruszyliby właśnie do ciebie, ale dzisiaj z tarasu widzisz setki innych budowli, a na szczycie każdej wygina się podobna księżniczka. Skonfundowany rycerz może wybrać basztę o najwygodniejszych schodkach, z której zwiesza się dla niego najdłuższy i najpiękniejszy warkocz albo zachęcającą aromatem zarówno zamorskich perfum jak i oczekującej uczty.

Dzisiaj kawalerów przybywających konno po wybrankę ubywa, coraz więcej woli siedzieć w karczmie z kumplami, zalewając się piwem. A liczba wież rośnie.

Każda królewna ma swoja szansę, ale wybrzydzając, że rumak za mały, lanca niewystarczająco lśniąca i za mało karatów w ofiarowanym brylancie, nie skończy jak Kopciuszek, tylko jak któraś z jego starszych sióstr.

img003

Naprawić czy kupić nowy?

232951_a800naprawiacz01-800px-ignite

Jeśli żyłeś w czasach realnego komunizmu za żelazną kurtyną w bloku wschodnim to pewnie pamiętasz czasy chronicznego niedoboru. W skrócie, niczego nie można było dostać. Jeśli złożyłeś podanie o telefon po narodzinach dziecka to dostawałeś go, kiedy skończyło studia. Naszyjnik z wystanego w kilometrowych kolejkach papieru toaletowego dawał więcej prestiżu niż dzisiaj najnowszy model iPhone’a.

W tamtych czasach ludzie musieli sobie jakoś radzić, więc reperowali wszystko, co możliwe. Radzieckie lodówki, pralki i telewizory działały po 25 lat, naprawiane przez geniuszy elektryki i tokarki. Dziś potomkowie złotych rączek robią kariery przetwarzając samochody po szkodach całkowitych na igły, którymi Niemiec jeździł do kościoła, a potem płakał jak sprzedawał.

Dzisiaj, jeśli coś się popsuje – ląduje na śmietniku. Nikt nie ma ani czasu, ani ochoty, ani nawet umiejętności, aby to robić. Gospodarka dobrobytu – wszystkiego nie da się przejeść.

Zachłyśnięcie się dobrobytem widać i w seksie. Czasy, gdzie znalezienie sobie kogoś na szybki numerek było problemem minęły tak samo jak komunizm i Związek Radziecki. Wystarczy parę ruchów kciukiem i, o ile nie jest się zbyt wybrednym, z supermarketu ciał i dusz, jakim jest np. Tinder można sobie wybrać odpowiedniego kandydata czy kandydatkę. Jeśli ma się paręset zbędnych złotych można również zamówić sobie opłacaną profesjonalistkę lub profesjonalistę w zależności od potrzeb. Prosto, szybko i od ręki.

W związkach podobnie, ludzie ze sobą są, a chwile później już nie. Dynamika statusów na FB przypomina zmiany planów Donalda Trumpa po wyborach. Razem, wolni, to skomplikowane… Z drugiej strony słychać utyskiwania, że „kiedyś związków się nie wyrzucało, tylko naprawiało”. Tak, tak samo jak pralki i telewizory. Kiedyś w małym miasteczku bycie rozwódka piętnowało kobietę bardziej niż brak jedynek, kleptomania i skłonność do alkoholizmu. Dziś to zwyczaj występujący tylko w wyjątkowo religijnych małych miejscowościach, z których znalezieniem ma problem nawet nawigacja w aucie. Kobieta musiała, więc znosić w imię związku katusze, bo rozwieść się nie wypadało. Znaczy naprawiała go. Podobnie facet, jeśli trafił na heterę, aczkolwiek sytuacja rozwodnika była znacząco lepsza.

Ludzie mają dosyć tkwienia w relacjach, które nie rokują. Nie chcą iść do złotej rączki od spraw miłości, tylko wyrzucają na złom i idą po nowe. Nowe oczy, nowe usta, nowe ekscytujące doznania, nowe piersi, pośladki, ręce, nowy głos nad ranem, kawa w nowej filiżance podana komuś nowemu.

A może jednak starsze pokolenia mają rację? Może warto naprawiać?

Cała sprawa rozbija się o to, co naprawiać. Jeśli ludzi żyli ze sobą 20 lat, kochali się a teraz mają kryzys – to znaczy, że ich związek to nie włoskie cudo motoryzacji, które po 5 latach trzeba oddać mechanikowi i uciec, tylko porządna niemiecka maszyna, która robi milion kilometrów. I wiesz, że po naprawie przejedzie drugie tyle.

Dzisiejsze związki przypominają wybory wódki z nocnego sklepu 5 minut przed zamknięciem. Łapiesz jakąkolwiek butelkę, byle było tanio, odpowiedni procent i pojemność. Wypijasz, a rano tupot białych mew torturuje każdą komórkę ciała. Ludzie nienawidzą samotności, więc biorą co popadnie i jak popadnie. Seks jakiś jest, ciotki nie marudzą na urodzinach i weselach, nie wraca się do pustego mieszkania do kota albo konsoli. Ludzie wylosowani w tinderowej loterii przelatują przez łóżko albo klubową toaletę jak Pendolino przez stację we Włoszczowej.

Związek ma swoje plusy i minusy. Czasem trzeba opuścić klapę, trzeba zebrać nadpleśniałą pizzę z kanapy, umyć zęby i zmienić bieliznę na świeżą. Czasem trzeba pość na Brigitte Jones albo X-Menów. Wypada odwiedzić przyszłych teściów zamiast iść do knajpy. Z drugiej strony można robić mnóstwo rzeczy razem, bo sprawia to niesamowita frajdę. Można karmić łabędzie i wiewiórki, chodzić boso po plaży i pić wino do rana, patrzeć sobie w oczy i w gwiazdy, i myśleć, co zrobimy razem za rok, dwa, dziesięć.

Jeśli tych plusów jest sporo, a minusy pojawiają się nagle – to warto cos z nimi zrobić. Poczekać, pomóc, potrzymać za rękę, przeczekać zimno, ciemność i niewygody, żeby potem wyjść na słońce jak dawniej. Ale jeśli popsuje się zwykły wypełniacz sypialni to jego miejsce jest na śmietniku przeszłości. Znajdzie się nowy.

Narzekający na płytkość związków nie rozumieją, że im się nic nie należy tylko dlatego, że istnieją. Ktoś, kto inwestował w relację, był emocjonalnym ogniskiem, lśniącym jak gwiazda polarna na firmamencie, wybrał fajną osobę nie kierując się tylko zasobnością konta i rozmiarem miseczki, nigdy nie zostanie spuszczony w toalecie życia. Nawet wtedy, kiedy ma zły okres. Nawet wtedy, kiedy zbankrutował, zachorował czy wpadł w nałóg

Najbardziej jęczą ci, którzy zostali porzuceni. Zapytaj ich, kiedy ostatnio kupili swojej wybrance kwiaty albo zrobili niespodziankę – zrobią oczy jak kamienie młyńskie i odpowiedzą znad konsoli i browara „Nie wiem”. Zapytaj o ulubioną seksowna bieliznę, a odpowiedzą znad rozkładu seriali TV ”Yyy, pidżamę, ale trochę się poplamiła”. Ich wkład do związku sprowadza się do istnienia w poczuciu własnej, niczym nie zmąconej, zajebistości. Moment ślubu to apogeum rozwoju intelektualnego, emocjonalnego, fizycznego i finansowego. A potem równia pochyła w dół zakończona propozycja – powinniśmy to naprawić.

Niestety, nawet najlepszy mercedes nadaje się tylko na złom, jeśli nikt o niego przez lata nie dba. Wyląduje na stosie zardzewiałych lodówek i pralek. A stary, zadbany mustang z 1967 roku będzie zawstydzał klasą nie jedno nowe cacko przez lata. Właściciel go nie odda, choćby nawet nie jeździł.

Celebrity deathmatch

first-presidential-debate-cartoon-priggee

Właśnie zakończyło się 12 rund dramatycznego pojedynku o mieszkanie komunalne przy 1600 Pennsylvania Ave NW, Washington, DC 20500, USA. W czerwonym narożniku wystąpił śmieszny, bogaty pan, z wiewiórką na głowie, ładną, sporo młodszą żoną i czerwonym krawatem, będący wielkim fanem budowania murów na pustyni i łapania za cipki. Z niebieskiego wystartowała miła starsza pani, która już kiedyś w tym mieszkaniu była sublokatorką, ma mnóstwo znajomych w wysokich kręgach, lubi straszyć stażystki, z którymi zdradza ją mąż oraz notorycznie gubi służbowe maile.

12 rund ostrej walki, gdzie dziennikarze i media śmiesznemu panu cały czas podstawiali nogi, błyskali fleszami po oczach, na koniec Jon Bon Jovi i Bruce Springsteen przywalił gitarami a Lady Gaga wbiła pod żebra obcasy McQueena.

Wygrywa pan, który mimo wszystkim przeciwnościom jak mantra powtarzał “Lets make America great again”…. Pan, nazywany głupkiem, idiotą i oszołomem. Kurtyna.

Sprawa jest o tyle poważna, bo pokazuje, że świat idzie z zawiązanymi oczami, po wąskiej ścieżce nad przepaścią w dość niewiadomym kierunku. Ludzkość ma potencjał zniszczenia siebie kilkadziesiąt razy na wiele możliwych sposobów, a zwykły człowiek ma nadal tylko wybór między mniejszym i większym złem, a jego rozmiar zależy tylko od subiektywnych opinii i preferencji. Summa summarum, zmiana jest głównie estetyczna, psy szczekają a karawana idzie dalej.

Prezydent Juncker powiedział, że demokracja to niedogodność w budowaniu europejskiego projektu zaraz po tym jak Brytyjczycy pokazali mu prosto w twarz wielkiego fucka. Jestem bardzo ciekawy jak zareagują dzisiaj przeróżne media, jak bardzo będą rozpaczać nad upadkiem społeczeństwa i demokracji. Może nawet Amerykanie stworzą własny KOD?

Prości ludzie spoza establishmentu (napisałbym układ, ale prawa do tego słowa ma już ktoś inny) są jedyna szansą na zmianę. Natomiast, w którym kierunku ustawią drogowskaz, pokaże przyszłość. Dawno temu Joanna d’Arc i William “Braveheart” Wallace przyszli znikąd. 77 lat temu jeden prosty osobnik z wąsikiem rozpalił światowej skali pożogę, a 27 lat temu inny prosty pan z wąsem i Matką Boska w klapie obalił komunizm. Wynik zmian potrafi przewidzieć tylko wróżbita Maciej albo siostra Faustyna.

Świat się zmienia, społeczeństwo ma dość okłamywania i hipokryzji. Woli prostego gościa, który mówił o łapaniu za cipki, po którym oficjalnie oburzyli się wszyscy, feministki oflagowały się i rozpoczęły strajk głodowy, a któremu rednecki w Alabamie po cichu zazdroszczą, niż hipokrytkę, którą zdradza regularnie mąż, a ona dla władzy i wpływów zastrasza molestowane ofiary zamiast jak porządna kobieta się po prostu rozwieść.

Kolejne testy na szczerość i głupotę zostaną przeprowadzone wkrótce w Niemczech i we Francji. Ciekawe, kiedy elity zejdą w końcu z penthouse’ów w swoich wieżach z kości słoniowej i zobaczą, jak wygląda rzeczywistość. Ciekawe, czy w ogóle zaakceptują lekcję, zamiast oburzać się na głupich wyborców i demokrację, której oficjalnie tak bardzo bronią.

I kiedy na horyzoncie pojawi się kolejny mały, zakompleksiony kapral z wąsem, czy w końcu ktoś wyciągnie wnioski z historii… Może zanim do tego dojdzie będziemy mogli zagłosować na kogoś, a nie przeciwko komuś. Oby.

Konik i mrówka

konik4

Niepomny jutra, płochy i swawolny,
Przez całe lato śpiewał konik polny. Lecz przyszła zima, śniegi, zawieruchy –
Gorzko zapłakał biedaczek.”Gdybyż choć jaki robaczek.
Gdyby choć skrzydełko muchy
Wpadło mi w łapki… miałbym bal nie lada!”

To myśląc, głodny, zbiera sił ostatki,
Idzie do mrówki sąsiadki
I tak powiada:
„Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta;
Da Bóg doczekać przyszłego zbioru,
Oddam z procentem – słowo honoru!”

Lecz mrówka skąpa i nieużyta
(Jest to najmniejsza jej wada)
Pyta sąsiada:

„Cóżeś porabiał przez lato,
Gdy żebrzesz w zimowej porze?”

„Śpiewałem sobie.” – „Więc za to
Tańcujże teraz, nieboże!”

autor: Jean de la Fontaine, tłumaczył: Władysław Noskowski

index

W życiu…

Kiedy patrzę na młode dziewczyny wyginające się na rozkładówkach, w klubach, tańczące na rurach, wyginające się zmysłowo na parkietach, opięte do granic możliwości lśniącymi objęciami gładkich tkanin to widzę koniki polne. Czasem są jak ćmy z piosenki Lady Punk „Tańcz głupia tańcz swoim życiem się baw, wprost na spotkanie ognia leć”. Ich ogień to tygrysy biznesu rozparte na skórzanych siedzeniach na 40 piętrze albo w 400-konnej furze wartej 10 lat pracy kasjera z biedronki, muzycy i malarze nasiąknięci alkoholem i kokainą, dziedzice fortun z listy Forbesa albo lokalni watażkowie rozdający karty na rynku złodziei samochodów i dilerów koki.

Czasem próbuje zagaić do konika polnego normalny gość, bez zegarka wartego tyle, co samochód, bez ciuchów projektantów z Paryża i Mediolanu, po prostu miły chłopak z ambicjami i złotym sercem. Już pierwsze spojrzenie taksujące jego potencjalny przedział podatkowy przekazuje mu pogardę, jaką konik żywi do zwykłych ludzi. Jeśli samo spojrzenie nie odegna chłopaka niczym egzorcysta demona to idzie za nim kilka słów inteligentnie ostrych niczym bicz geniusza jak np. „Spierdalaj”.

Konik polne występują w ekskluzywnych restauracjach lub na instagramie z obowiązkowym dziubkiem a czas wolny spędzają na jachtach szejków smarując się hobbistycznie ekstrementami w ramach pakietu 25 tysięcy za weekend. To habitat tych najlepszych, wyrzeźbionych dłutem chirurga plastycznego niczym ręką Michała Anioła w ten sam podobny do siebie profil piersi, ust i pośladków. Te, które wylosowały w genach krótsze nogi, gorszy profil lub rodziców, których nie stać na ingerencje mistrza skalpela i dentystyki muszą zadowolić się mnie wysublimowanymi knajpami, czasem zwykłym BMW, grajkiem z pubu albo renomą gwiazdy roku na studiach.

Koniki handlują urodą błyszcząc, korzystając z życia i wykrzykując swoja urodą YOLO każdego dnia, aż zegar biologiczny nieubłaganie zacznie wybijać trzydziestkę, a potem czterdziestkę. Wtedy jest płacz i zgrzytanie zębów, że kobiety mają gorzej, nikt ich nie chce, a miłość ich życia wymieniła je na młodszy model.

Czasem, co bystrzejsze z nich rodzą dzieci, uczą się gotowania, staja się paniami domu albo reprezentacyjnym partnerkami na spotkaniach biznesowych po tym jak zagryzając zęby uda im się poznać jeden czy dwa języki obce. Czasem akceptują romanse męża i płaczą cicho w pustym małżeńskim łożu, bo nie chcą stracić blichtru i statusu, czasem na pociechę pozostają im alimenty lub trochę wyrwanych podczas rozwodu środków. W skrajnych przypadkach kończą z butelką wina, kreska koki i kotem, jako lekarstwem na całe zło.

Są i inne kobiety. Potrafią skończyć studia, potrafią być niezależne, potrafią być i żeglarzem, i okrętem. Nie muszą również piąć się po trupach w korporacji, pracując po 12 godzin i nie mając czasu ani na faceta, ani na dzieci ani nawet na wyjście na miasto rodem z „Seksu w wielkim mieście”. Nie narzekają również na to, że mężczyźni nie lubią ambitnych kobiet, za które się uważają, a którym należy się ten tytuł tak jak Obamie nagroda Nobla.

Michelle Obama poszła kiedyś z mężem do restauracji. Właściciel, który w szkole smalił do niej cholewki wziął ją na rozmowę, a kiedy wróciła Barack skomentował

– Widzisz Michelle, gdybyś za niego wyszła, byłabyś teraz właścicielką restauracji.

– Nie Barack. Gdybym za niego wyszła on teraz byłby prezydentem.

Niestety, będąc ćmą jedynie dekorującą ogień spiralą dymu podczas nieubłaganego upadku na dno nie można zdziałać wiele. Pląsanie jak konik polny daje wiele radości, ale kończy się wraz z pierwszymi poważnymi zmarszczkami i cellulitem. Natomiast mrówki nikt nie pyta o urodę, mrówki nikt nie wymienia na młodszy model, bo to, co jest ponadczasowe się nie starzeje.

Idąc po parku w pogodne jesienne popołudnie widać nie tylko nabuzowanych endorfinami nastolatków przyssanych do siebie niczym dwie ośmiornice. Czasem przejdzie obok para staruszków trzymających się za ręce, zbierających liście w parku, uśmiechniętych, pogodnych i szczęśliwych. Zmarszczki na ich twarzach przypominają sieć kanałów na Marsie, a jednak nikt nikogo na młodszy model nie wymienił. Ona wybrała go jako młodego ambitnego chłopaka, który nic nie miał, a potem razem budowali swój świat, swoją przyszłość. Ona wspierała go, kiedy zakładał pierwszy biznes, i kiedy bankrutował. Ona objechała z nim świat, śpiąc często pod kołdrą z gwiazd a nie w hotelach oblanych złotem i przepychem tak, że nie ma w nich miejsca na nic prawdziwego. Ona wybrała jego, a nie kasę jego starych i on zawsze o tym pamięta.

Życie to decyzje, które codziennie trzeba podejmować rozdzielając energię pomiędzy dzisiaj i jutro. Jeśli inwestuje się wyłącznie w dmuchany materac piękna i urody, z którego powietrze zejdzie do wieczora życia, to nie można się dziwić, że obudzi się na zimnej i twardej podłodze. A przecież można zbudować solidne łóżko na wielu innych cechach.

Skąd więc ten pogląd, że mężczyźni starzeją się jak wino, a kobiety jak mleko?