Naprawić czy kupić nowy?

232951_a800naprawiacz01-800px-ignite

Jeśli żyłeś w czasach realnego komunizmu za żelazną kurtyną w bloku wschodnim to pewnie pamiętasz czasy chronicznego niedoboru. W skrócie, niczego nie można było dostać. Jeśli złożyłeś podanie o telefon po narodzinach dziecka to dostawałeś go, kiedy skończyło studia. Naszyjnik z wystanego w kilometrowych kolejkach papieru toaletowego dawał więcej prestiżu niż dzisiaj najnowszy model iPhone’a.

W tamtych czasach ludzie musieli sobie jakoś radzić, więc reperowali wszystko, co możliwe. Radzieckie lodówki, pralki i telewizory działały po 25 lat, naprawiane przez geniuszy elektryki i tokarki. Dziś potomkowie złotych rączek robią kariery przetwarzając samochody po szkodach całkowitych na igły, którymi Niemiec jeździł do kościoła, a potem płakał jak sprzedawał.

Dzisiaj, jeśli coś się popsuje – ląduje na śmietniku. Nikt nie ma ani czasu, ani ochoty, ani nawet umiejętności, aby to robić. Gospodarka dobrobytu – wszystkiego nie da się przejeść.

Zachłyśnięcie się dobrobytem widać i w seksie. Czasy, gdzie znalezienie sobie kogoś na szybki numerek było problemem minęły tak samo jak komunizm i Związek Radziecki. Wystarczy parę ruchów kciukiem i, o ile nie jest się zbyt wybrednym, z supermarketu ciał i dusz, jakim jest np. Tinder można sobie wybrać odpowiedniego kandydata czy kandydatkę. Jeśli ma się paręset zbędnych złotych można również zamówić sobie opłacaną profesjonalistkę lub profesjonalistę w zależności od potrzeb. Prosto, szybko i od ręki.

W związkach podobnie, ludzie ze sobą są, a chwile później już nie. Dynamika statusów na FB przypomina zmiany planów Donalda Trumpa po wyborach. Razem, wolni, to skomplikowane… Z drugiej strony słychać utyskiwania, że „kiedyś związków się nie wyrzucało, tylko naprawiało”. Tak, tak samo jak pralki i telewizory. Kiedyś w małym miasteczku bycie rozwódka piętnowało kobietę bardziej niż brak jedynek, kleptomania i skłonność do alkoholizmu. Dziś to zwyczaj występujący tylko w wyjątkowo religijnych małych miejscowościach, z których znalezieniem ma problem nawet nawigacja w aucie. Kobieta musiała, więc znosić w imię związku katusze, bo rozwieść się nie wypadało. Znaczy naprawiała go. Podobnie facet, jeśli trafił na heterę, aczkolwiek sytuacja rozwodnika była znacząco lepsza.

Ludzie mają dosyć tkwienia w relacjach, które nie rokują. Nie chcą iść do złotej rączki od spraw miłości, tylko wyrzucają na złom i idą po nowe. Nowe oczy, nowe usta, nowe ekscytujące doznania, nowe piersi, pośladki, ręce, nowy głos nad ranem, kawa w nowej filiżance podana komuś nowemu.

A może jednak starsze pokolenia mają rację? Może warto naprawiać?

Cała sprawa rozbija się o to, co naprawiać. Jeśli ludzi żyli ze sobą 20 lat, kochali się a teraz mają kryzys – to znaczy, że ich związek to nie włoskie cudo motoryzacji, które po 5 latach trzeba oddać mechanikowi i uciec, tylko porządna niemiecka maszyna, która robi milion kilometrów. I wiesz, że po naprawie przejedzie drugie tyle.

Dzisiejsze związki przypominają wybory wódki z nocnego sklepu 5 minut przed zamknięciem. Łapiesz jakąkolwiek butelkę, byle było tanio, odpowiedni procent i pojemność. Wypijasz, a rano tupot białych mew torturuje każdą komórkę ciała. Ludzie nienawidzą samotności, więc biorą co popadnie i jak popadnie. Seks jakiś jest, ciotki nie marudzą na urodzinach i weselach, nie wraca się do pustego mieszkania do kota albo konsoli. Ludzie wylosowani w tinderowej loterii przelatują przez łóżko albo klubową toaletę jak Pendolino przez stację we Włoszczowej.

Związek ma swoje plusy i minusy. Czasem trzeba opuścić klapę, trzeba zebrać nadpleśniałą pizzę z kanapy, umyć zęby i zmienić bieliznę na świeżą. Czasem trzeba pość na Brigitte Jones albo X-Menów. Wypada odwiedzić przyszłych teściów zamiast iść do knajpy. Z drugiej strony można robić mnóstwo rzeczy razem, bo sprawia to niesamowita frajdę. Można karmić łabędzie i wiewiórki, chodzić boso po plaży i pić wino do rana, patrzeć sobie w oczy i w gwiazdy, i myśleć, co zrobimy razem za rok, dwa, dziesięć.

Jeśli tych plusów jest sporo, a minusy pojawiają się nagle – to warto cos z nimi zrobić. Poczekać, pomóc, potrzymać za rękę, przeczekać zimno, ciemność i niewygody, żeby potem wyjść na słońce jak dawniej. Ale jeśli popsuje się zwykły wypełniacz sypialni to jego miejsce jest na śmietniku przeszłości. Znajdzie się nowy.

Narzekający na płytkość związków nie rozumieją, że im się nic nie należy tylko dlatego, że istnieją. Ktoś, kto inwestował w relację, był emocjonalnym ogniskiem, lśniącym jak gwiazda polarna na firmamencie, wybrał fajną osobę nie kierując się tylko zasobnością konta i rozmiarem miseczki, nigdy nie zostanie spuszczony w toalecie życia. Nawet wtedy, kiedy ma zły okres. Nawet wtedy, kiedy zbankrutował, zachorował czy wpadł w nałóg

Najbardziej jęczą ci, którzy zostali porzuceni. Zapytaj ich, kiedy ostatnio kupili swojej wybrance kwiaty albo zrobili niespodziankę – zrobią oczy jak kamienie młyńskie i odpowiedzą znad konsoli i browara „Nie wiem”. Zapytaj o ulubioną seksowna bieliznę, a odpowiedzą znad rozkładu seriali TV ”Yyy, pidżamę, ale trochę się poplamiła”. Ich wkład do związku sprowadza się do istnienia w poczuciu własnej, niczym nie zmąconej, zajebistości. Moment ślubu to apogeum rozwoju intelektualnego, emocjonalnego, fizycznego i finansowego. A potem równia pochyła w dół zakończona propozycja – powinniśmy to naprawić.

Niestety, nawet najlepszy mercedes nadaje się tylko na złom, jeśli nikt o niego przez lata nie dba. Wyląduje na stosie zardzewiałych lodówek i pralek. A stary, zadbany mustang z 1967 roku będzie zawstydzał klasą nie jedno nowe cacko przez lata. Właściciel go nie odda, choćby nawet nie jeździł.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s