Wielki sukces festiwalowiczów Open’era

Open'er 2017 festiwalowe stylizacje, nawet w taką pogodę wyglądacie stylowo

Właśnie zakończył się Open’er w Gdyni, którego motywem przewodnim było dla mnie pytanie: „Ile surowych jajek musi codziennie łykać Dave Grohl, żeby tak drzeć ryja i nie stracić głosu po 15 minutach”. Z lektury opiniotwórczych portali wywnioskowałem, że się nie znam, bo właściwe pytania dotyczyły strefy gastro oraz mody. Przegapiłem również festiwalowego barbera…

Okazało się również, że the Weeknd, który ma kilkanaście identycznych piosenek na koncie i głos idealnie wpasowujący się w autotune ma ponad miliard odsłon na youtube. Co prawda do Gangham Style nadal mu trochę brakuje, ale idzie w dobrym kierunku, a większość przebojów, które normalnie oczekiwałbym na festiwalu, czyli z dziedziny pop-rocka, odstawia w cuglach. Oczywiście dywagacje te są kompletnie pozbawione sensu, bo na festiwalu muzycznym słowo muzyczny jest dodane tylko po to, żeby rodzice nie dopytywali się po co ich pociechy się na takowy wybierają. Wiadomo, że chodzi o seks, drugs and rock’n’roll, err…. tzn. o lans, selfiki i fejm….

Dzisiejszy festiwalowicz nie ma lekko. Nie wystarczy już zwykły kupiony na bazarze selfie stick. Aby zadać szyku trzeba mieć co najmniej z 2-3m, którym należy wymachiwać co najmniej tak jak husaria pod Wiedniem. Pewnie pomógłby dron, ale w tłumie łatwo stracić kontroler, a do tego baterie pozwalają tylko na niewielki czas lansu… Dodatkowo nie wypada pokazywać się z telefonem mniejszym niż kilkucalowy i posiadającym więcej niż jeden przycisk, bo można zostać uznanym za intelektualistę potrafiącego obsługiwać aż trzy albo więcej guzików. Organizatorzy zakładają również, że festiwal należy oglądać na telefonie, bo informacje o zmianie godzin pokazują na facebooku, a nie np. ze sceny…

Najważniejszym line-upem fesiwalu dziś nie jest już lista zespołów, ale food – trucków, w końcu co lepszego w oczekiwaniu na barbera może nas na festiwalu muzycznym spotkać jeśli nie soczysty wegeburger, ramen czy pierożki z ciecierzycy. O czym ciekawszym możemy porozmawiać, jeśli nie o przepysznym sojaburgerze, pikantnej salsie albo kruchości i uwodzicielskim dymnym posmaku? Gusta muzyczne mogą poróżnić, bo nie każdemu może podobać się czerwony dres wokalistki albo brak hitów Radiohead, a zjeść lubi każdy.

Moda to też temat rzeka, bo zrobienie selfika w niewłaściwym entourage’u może skutkować brakiem lajków i poprzez to społecznym ostracyzmem. Założenie niewłaściwych kaloszy lub brak wianka automatycznie dyskwalifikują. Na szczęście poradniki w Internecie już przed festiwalem dały znać co i jak należy dobierać, i dzięki temu tłum prawie identycznie wyglądających ludzi czuł się świetnie, wyglądał modnie i dziś na Instagramie obciachu nie ma. Równie świetnie spełniły swoją rolę poradniki makijażu w namiocie. Od wymalowanych nastolatek, których farb wojennych nie zmógł nawet sączący się deszcz, mógłby uczyć się niejeden MUA z top model.

Kiedyś na zepsutym zachodzie na Woodstock dzieci kwiaty po prostu się bawiły i na festiwalu słuchało się po prostu muzyki. Cóż to był za upadek. A gdzie moda, a gdzie gastro? Półnadzy ludzie, kobiety pokazujące nagie zgrabne piersi – body – shaming na każdym kroku, czy oni sobie w ogóle wyobrażali jak musiały się wtedy czuć osoby „plus size”? Całkowity brak wrażliwości społecznej. I ten prymitywny brak zainteresowania gastronomią, cóż za ordynarne podejście do poezji smaku, rozpływającej się w ustach przydymionej w opalanym drewnem szamotowym piecu typu neapolitańskiego wołowiny albo hamburskimi fischbrötchen. Całkowity upadek obyczajów. Na szczęście dzisiaj nikt nie musi prymitywnie słuchać muzyki i oddawać się cielesnym uniesieniom, bo ma dostępne o wiele więcej ciekawszych zajęć!

Podsumowując, Open’er 2017 pokazał po raz kolejny, że dzisiejsza młodzież potrafi odejść od prymitywnego zajmowania się muzyką do bardziej wysublimowanych zajęć jak delektowanie się gastro z foodtrucków, świetnie wyczuwa i reaguje trendy projektantów, co roku zmieniając garderobę oraz potrafi wykonać perfekcyjny makijaż w ciężkich warunkach polowych. Jesteście wielcy!

I nie dajcie sobie wmówić malkontentom, że za dużo siedzicie w telefonach, za dużo fotek pakujecie na insta albo, że nie interesujecie się muzą. Great success!!!